Próbowałam jak głupia ich od siebie odciągnąć, ale nic nie pomagało. Nawet jeśli kiedyś uczyłam się różnych sztuk walk, to teraz było to zupełnie nie ważne. Nawet mnie nie słuchali, po prostu walili na oślep, byle tylko jak najmocniej uszkodzić przeciwnika. W końcu jednak się to skończyło. Ten idiota wybiegł z mieszkania, a ja je zamknęłam na wszystkie zamki, spojrzałam na meble, nie wiem czy cokolwiek je uratuje, pewnie będzie mnie czekać wizyta w sklepie. Spojrzałam na Mikołaja, który ledwo co się trzymał na nogach. Widziałam, że zaraz poleci na ziemi, dlatego szybko do niego podbiegłam i położyłam na kanapie. Nie myśląc dużo poleciałam do kuchni po apteczkę, zimną wodę i ręcznik. Leżał, sprawdziłam mu puls tak na wszelki wypadek. Żył, ale nie błam pewna czy śpi czy zemdlał. Zaczęłam mu obmywać twarz, robiąc to najdelikatniej jak tylko umiałam. Położyłam mu zimny obkład na czole, pomruczał coś pod nosem. Delikatnie przejechałam mu dłonią po włosach
- Co ja bym teraz bez Ciebie zrobiła? - wyszeptałam prawie, że niesłyszalnie. Przykryłam go kocem i ruszyłam do łazienki. Oparłam się o drzwi, po czym się po nich osunęłam
To nie ma sensu, rzucił się na niego tylko dlatego, że był w moim mieszkaniu, a co jeśli zaatakuje go w nocy? Muszę wyjechać, tak będzie najlepiej dla wszystkich. Zwinęłam się w kulkę i siedziałam tak godzinę, potem drugą, trzecią i czwartą. Cały czas patrzyłam w okno, czując, że on się zaraz w nim pojawi, pomimo tego iż jesteśmy na ostatnim piętrze. W końcu wstałam i obmyłam twarz. Wyszłam z łazienki. Mikołaj jeszcze leżał. Podeszłam do niego i zaczęłam budzić
- Co? - spojrzał na mnie łapiąc się za głowę
- Przepraszam - powiedziałam cicho, patrząc na niego smutno
- Za co? Przecież to nie Twoja wina - powiedział uśmiechając się lekko
- Właśnie, że moja - chwyciłam go za rękę - Gdyby nie ja, nie leżałbyś teraz poobijany, gdyby nie ja nie byłoby tego wszystkiego. Zepsułam Ci całe walentynki - gdy skończyłam odwróciłam wzrok, puszczając go delikatnie
( Mikołaj?)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz