Uśmiechnąłem się delikatnie, wzruszając ramionami.
- Mimo to jednak wolę dowieźć Cię bezpieczną do domu i nie martwić się później, że mogłaś nie dotrzeć, że coś mogło Ci się stać...
Wiki roześmiała się.
- Jesteś nadopiekuńczy - mruknęła cicho.
Pokiwałem głową.
- Taki wpływ Tigi - zaśmiałem się cicho. - Chodźmy.
Wiktoria pokiwała głową, więc wyszliśmy ze szpitala, idąc do mojego samochodu i jadąc do domu dziewczyny...
(Wiki?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz