Matko, ale słodki ten pies, był taki masywny a do tego mały szczeniak, jakby trochę nie foremny.
- Gdzie go znalazłeś? - spytałam głaszcząc pupila
- W kartonie, na ulicy, ktoś go zostawił, podoba ci się?
- No jasne, jest prześliczny, to samczyk - powiedziałam, miał pekny czekoladowo-podpalany kolor - Jak go nazwiemy? - spytałam aptrząc na całą trójkę
- Wy go nazwijcie, my w końcu wyjedziemy a psiak zostanie u was - zaśmiał się Alvin i usiadł z Emmą spowrotem na kanapie, podeszłam do Maksa, a ten mnie objął
- Musi to być oryginalne imię - powiedziała
- Yhm - mruknął - Masz jakiś pomysł?
- Może Paco? A ty masz jakiś pomysł?
Maks?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz