Obudziłam się wcześnie, dochodziła ósma. Jak zawsze, niechętnie wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby, ubrałam się i uczesałam. Gdy wyszłam, przywitały mnie moje dobermany które pewnie dopiero się skapnęły że wstałam. Na kanapie spał Favim, leniwie się przeciągnął. Podrapałam go za uchem, a ten zamruczał. Zrobiłam dla wszystkich jedzenie, a na koniec dla siebie. Wyszłam z domu, żegnając się z zwierzakami i ruszyłam w stronę schroniska w którym jestem wolontariuszką. Zgodziłam się pomóc przyjacielowi, który miał za dużo na głowie i nie mógł w stu procentach zająć się schroniskiem. Poza tym, lubię to robić. Wzięłam trzy nowo przyjęte szczeniaki i poszłam z nimi na teren trawiasty po drodze zabierając zabawki. Zaczęłam się z nimi bawić, nagle podszedł do mnie młody mężczyzna z młodym huskym w ręce. Nie miał więcej niż 4-5 miesięcy.
- Pani tu pracuje? - spytał.
- Owszem. - odpowiedziałam odkładając szczeniaka i wstając.
- Znalazłem go, mało co nie wpadł pod samochód. - powiedział podając mi psa.
Szczeniak był śliczny, taki wesolutki i uroczy. Od razu zaczął majtać ogonem gdy zobaczył inne psy a te z zaciekawieniem skakały na mnie by obwąchać nowego kolegę.
- Musi pan wypełnić dokumenty, proszę za mną. - lekko się uśmiechnęłam.
~~Thomas?~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz