- Oczywiście, rodzina na pierwszym miejscu. - z mojej buzi nie schodził uśmiech.
- W takim razie, do zobaczenia. - opuścił moje mieszkanie.
Zamknęłam za, nim drzwi. Odkąd zostałam napadnięta w swoim domu, zawsze upewniam się, że drzwi są szczelnie zabarykadowane. Nadal byłam zmęczona.. Lecz świadomość podpowiadała mi, aby napisać kolejne rozdziały mojej książki. W sumie, to był mój obowiązek. Podjęłam się pracy nad książką, to teraz muszę, to skończyć. Niestety, zupełnie nie miałam pomysłu, jaki miałby być ciąg dalszy. Zaczęłam nerwowo się rozglądać, aby nabrać weny. Wyjrzałam przez okno. Niebo było tak blisko mnie, jakby wyciągnięciem ręki mogła je dotknąć. Były, to tylko złudzenia, kiedy bym się wychyliła .. na pewno spadła. Lot musiałby być, czymś cudownym, ale upadek skończyłby się śmiercią. Pojawiła się tęcza.. Była, to dla mnie nadzieja. Każde zdarzenie, które zachodzi w przyrodzie jest, czymś pięknym.. Pięknym, to zbyt mało wartościowe słowo, aby to opisać. Natchniona usiadłam do komputera i zawzięcie pisałam. Zmogła mnie senność i wycieńczenia. Udałam się do kuchni, aby coś zjeść. Nie mogłam nic przełknąć. Gdy skosztowałam kęs, od razu zrobiło mi się niedobrze. Wypiłam jedynie wodę. Bezwładnie opadłam na łóżko i usnęłam. Wstałam dość wcześnie, dzisiaj postanowiłam nie pójść do pracy.. nie byłam na siłach. Listonosz przyniósł mi listy od moich wiernych fanów i czytelników. Przeczytałam wszystkie i na każdy udzieliłam odpowiedzi. Zorientowałam się, że Michael za pewne przyjdzie po pracy. Wypadałoby przygotować jakiś posiłek. W gotowaniu nie jestem za dobra, natomiast w pieczeniu odnajduję się idealnie. Przygotowałam, więc Beouf Strogonoff, jedno z dań rosyjskiej kuchni.. Wszystkie potrawy miałam w jednym paluszku. Wyrobiłam się akurat, chociaż żałowałam, że nie upiekłam czegoś jeszcze. W domu rozległ się dźwięk dzwonka. Otworzyłam drzwi na oścież. Witając gościa uśmiechem.
~~Mike?~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz