Byłam wściekła na Alana, czy on zawsze musi wdawać się w bójki? A, co jeśli stanie mu się coś poważnego.. Wszystko jest nieuniknione. Martwię się o niego, bo przecież bardzo go kocham...
Popatrzyłam na niego wymownie ..
- Fajnie, że się o mnie troszczysz. - powiedziałam powoli. - Ale, uwierz, że ja mam dosyć tego ciągłego strachu, że coś Ci się stanie. - spojrzałam mu w oczy. - Kocham Cię, rozumiesz...
- Czyli się nie gniewasz? - uśmiechnął się i mnie objął.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo... Jeśli nadal będziesz dawał się tak łatwo sprowokować, a jesteś bardzo porywczy i Twoja godność każe Ci oddać.. to.. - nie dokończyła, gdyż uniemożliwił mi to, pocałunkiem.
- Nie pozwolę Ci odejść. - szepnął. - Po, za tym możemy wracać już do domu?
Zdziwiło mnie jego ostatnie zdanie, przecież nigdy mu się nie śpieszyło.. Oczywiście nie miałam nic przeciwko, byłam wykończona całym egzaminem i tym epizodem.
- Na pewno wszystko w porządku, nic Cię nie boli? - spytałam z powątpiewaniem.
- Nie, jest okey. - uśmiechnął się, a w jego oczach dostrzegłam błysk.
Wyglądał na dumnego, tylko pytanie, dlaczego? Czyżby powodem była feralna walka? Weszłam do mieszkania, moją uwagę zwrócił zastawiony stół.
- Przygotowałem kolację. - powiedział zadowolony z siebie.
- Nie spodziewałam się. - usiadłam przy stole. - Dziękuję...
- Czego się nie robi dla swojej ukochanej?
- Pozwolisz, że zjem.. Emocje opadły i zrobiłam się strasznie głodna.
- Pewnie, jedz. - zaśmiał się.
Atmosfera była bardzo romantyczna, a muszę przyznać, że taki nastrój bardzo mi odpowiadał. Po skończonym posiłku ...
- Sam gotowałeś? - spytałam z niedowierzaniem.
- No.. tak jakby.
- Postarałeś się. - przyznałam i zbliżałam się do niego. - Dziękuję. - pocałowałam go namiętnie.
~~Alan? Już chciałam się zezłościć, ale jakby tak można, skoro Alan się tak postarał. c; ~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz