Zmarszczyłem brwi, słysząc, że to mogło być przez dosypanie czegoś dziewczynie.
- Cały czas byłem przy stoliku... - zacząłem, kiedy jej siostra na
chwilę odeszła. - Nikt nie miał styczności z naszym jedzeniem, zaraz po
jego podaniu nam - zapewniłem ją. - Nawet nikt nie podchodził do
stolika...
Wiki westchnęła, a ja kucnąłem przy niej.
- Nadal Ci słabo? - zapytałem, a kiedy pokiwała głową, westchnąłem
ciężko. - Poczekam tu z Tobą na wyniki, a kiedy już będzie wszystko
wiadomo, odwiozę Cię do domu - stwierdziłem. - I może przepytam kelnerki
albo wszystkich z kuchni w tym barze...
Wiktoria posłała mi zdziwione spojrzenie.
- Nie musisz wracać do domu? - zapytała słabo. - Do córki i ...
Pokręciłem lekko głową.
- Susan zajmie się Tigą tak długo, jak będzie trzeba - powiedziałem spokojnie. - A Tobą też ktoś musi się zająć.
(Wiki?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz