- Czekam na znajomych. - odpowiedziałem. - A co? - spytałem.
- Nic, tak się pytam. - uśmiechnęła się. - Wiesz, ja już pójdę, bo się spóźnię. - powiedziała i odeszła.
Kontynuowałem podbijanie piłki, a po jakimś czasie, trenowałem strzały do bramki. Zaczynało się ściemniać, a po znajomych ani śladu. Westchnąłem, założyłem bluzę, zapiąłem psy na smycz i ruszyłem w stronę domu. Ja na nich czekam, a ci se po prostu nie przychodzą, nawet smsa nie łascy byli wysłać.
Katherine? Brak pomysłu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz