Nie przepadam za teatrami, byłem raz z mamą na totalnie nudnym spektaklu i się zraziłem. Ale może ten będzie ciekawszy.
- Możemy iść. - uśmiechnąłem się. - Kiedy?
- Dziś wieczorem.
Kiwnąłem głową, mam nadzieję że szczeniak nie będzie tak bardzo łobuzował. Wieczorem, ruszyliśmy z Jenny do teatru, nie było tak źle, jak się spodziewałem. [...] Mijały tygodnie, a szczeniak rósł i rósł. Zaczęliśmy podklejaliśmy mu uszy taśmą, żeby mu nie opadły. Tego dnia, Jenny i Emma rządziły w kuchni, gdy chcieliśmy pomóc, kazały nam iść. Położyłem się na mniejszej kanapie, a Alvin na fotelu, chłopak włączył laser z telefonu i bawił się z psem, przymknąłem oczy i nagle, poczułem niemiłosierny ból. Jęknąłem z bólu, złapałem się za krocze, spadłem z kanapy i zacząłem zwijać się z bólu.
Musiałem narobić dość dużego hałasu, ponieważ dziewczyny momentalnie obróciły się w naszą stronę. Coś czuję że to sprawka Alvina, ponieważ strasznie się śmiał.
~~Jenny?~~ Nie mogłam się powstrzymać x3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz