Poszedłem bliżej do dziewczyny.
-Już nie żyje -powiedziałem cicho -Nie możemy mu pomóc.
Wtedy dziewczyna wstała a ja mocno ją przytuliłem. Płakała. Naprawdę zależało jej by pomóc niewinnemu zwierzęciu.
-Już dobrze. Musimy iść.
Dziewczyna rękawem otarła łzy i spróbowała się lekko uśmiechnąć. W wyniku czego po jej policzku spłynęła kolejna łza.
-Chciałam mu pomóc.
-Wiem ale było już za późno.
-Jak wrócimy? Jest strasznie ciemno. Nic nie widać.
-Znasz historię o Jasiu i Małgosi?
-Rozrzucałeś chleb jadąc na koniu?
-Nie chodzi mi o to - uśmiechnąłem się - Byli sami w lesie i mimo to znaleźli drogę do domu.
-Do domu czarownicy, która chciała ich zjeść.
-Mogę ci zagwarantować że nas nie zje.
-Ale jeśli ją spotkamy to ciebie zje pierwszego.
-Zgoda.
Wtedy Juliette lekko się rozpogodziła. Dzięki naszej małej historyjce na chwilę zapomniała o zranionym zwierzęciu. Ruszyliśmy przed siebie w głąb lasu. Po drodze znaleźliśmy ścieżkę.
-Musi chyba dokądś prowadzić, prawda?
Juliette?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz