czwartek, 26 lutego 2015

Od Mikel'a do Szymona (C.D.)

Rano, tuż po ty jak ten dureń oddał mi hajs udałem się do najbliższej wytwórni. Tak jak myślałem, mieli tam studio nagrań. Nie najgorsze, lecz w poprzednim mieście było lepsze. Pogadałem z szefem, zapłaciłem mu i mogłem w spokoju komponować. Nagrali mi fragment, nadający się na refren piosenki. Odebrałem płytę po czym w drodze do domu zajechałem do sklepu. W domu zjadłem spokojnie obiad i wyszedłem do "ogródka". Rozłożyłem sobie leżak niedaleko płotu, oddzielającego moją posesje od posesji tego gościa z baru. Położyłem się i zerknąłem za płot. Był tam ten dureń. Rzucał sobie na spokojnie piłkę swojemu psu.
- Te, dureń. Nie masz co robić, tylko rzucasz piłeczkę swojemu pieseczkowi?
- Zajmij sie sobą, debilu!
Zaśmiałem się
- Mnie takie słówka nie ruszają.
Odwrócił głowę. Chyba go zirytowałem, bywa. Leżałem tak jeszcze chwilę, po czym poszedłem i przyniosłem sobie gitarę. Komponowanie na świeżym powietrzu, bajka... Grałem tak chwilę do puki nie przybył do mnie Lucyfer. Odłożyłem gitarę na trawę, a kot wskoczył mi na kolana.
- Co tam, Lucy... - zacząłem głaskać zwierzaka, na co on odpowiadał mruczeniem.

--Szymon?--

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz