Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z teczki papiery dotyczące naszego spotkania. Do stolika podszedł kelnek.
-Podać coś? - Zapytał z lekkim uśmiechem
-Jeśli mógłbyś Luck przynieś mi kawę z mlekiem. Wiesz jaką lubię. - Powiedziałam nie odwracając wzroku od kartek. Chłopak odszedł, sprężystym płynnym krokiem. Po chwili wrócił z moim zamówieniem.
-Jeśli będę w czymś potrzebny, proszę wołać. - Odszedł nie czekając na moją odpowiedź.
-Widzę, że ma pani dobry kontakt z pracownikami tutaj. - Spojrzałam na niego.
-Można tak powiedzieć. Znak każdego pracownika.
-Tutaj? - Zapytał. Odpowiedziałam tylko chichotem.
-Nie. Każdego pracownika w każdym z naszych hoteli. A jak się domyślam, chyba pan zapoznał się przynajmniej w części z naszym przedsiębiorstwem.
Podałam mu kartki. Mężczyzna zaczął je uważnie przeglądać.
-Zamierzamy zacząć działalność także w Portugalii. Nasz specjalista od nieruchomości znalazł kilka bardzo korzystnych miejsc.
-A moja rola na czym ma polegać? Skoro macie specjalistów? - Spojrzał mi prosto w oczy.
-Pan jest potrzebny w negocjacjach. Bill nie zna na tyle języka aby się z nimi targować. Poza tym musimy wygrać i wierzę, że pan nam w tym pomoże.
W moich oczach widać było zdeterminowanie. Musieliśmy to wygrać.
-A wynagrodzenie? - Rzucił ospale.
-Umówmy się tak. Jeśli dostaniemy to co chcemy, wynagrodzenie pana będzie wynosiło około 25 tysięcy. Natomiast jeśli przegramy, nie może pan liczyć na więcej niż 5 tysięcy. - Oparłam się wygodnie na krześle. Rozejrzałam się po sali, lubiłam akurat ten hotel. Fakt był najmniejszy ze wszystkich lecz było w nim coś takiego, że ludzie przyjeżdżali tutaj chętniej niż do innych.
-I jak? - Przerwałam ciszę pytaniem.
Lewis?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz