niedziela, 22 lutego 2015

Od Juliette do Thomasa (C.D)

Ciekawa byłam, co tak krwawiło, albo może kto, nigdy nic nie wiadomo. Wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy z powrotem do stajni. Spokoju jednak nie dawała mi ta sprawa, z tą krwią. Musieliśmy siedzieć tam dość długo, choć sama droga trochę nam zajęła, zaczęło się ściemniać. Jechaliśmy blisko siebie, żeby się nie zgubić. Nagle, konie zaczęły panikować a my usłyszeliśmy dziwny dźwięk. Rozejrzałam się w koło, nic nie widziałam. Nagle Eldorado stanął dęba a zaraz za nim Norbi zrobił to samo. Ja zupełnie na to nie przygotowana, spadłam tak samo jak Thomas a konie się spłoszyły i uciekły.
- Nic ci nie jest? - spytałam wstając.
- Nie, a tobie? - zaprzeczyłam. - Co je przestraszyło? - spytał.
- Nie wiem. I szczerze mówiąc nie chcę wiedzieć. - powiedziałam i włączyłam latarkę z telefonu. - Niestety, musimy iść pieszo. - westchnęłam.
Ruszyliśmy przed siebie, liczę że na nic się nie natchniemy. No niestety, przeliczyłam się, po kilku minutach zza drzewa wyszedł ledwo zipiący wilk albo pies, bardzo podobny do wilka. Spojrzał się na nas, miałam wrażenie że zaraz się na nas żuci, serce mi stanęło. Zwierzę po chwili padło i ledwie oddychało, zrobiłam krok w jego stronę, Thomas złapał mnie za nadgarstek.
- Nie podchodź do niego, może być chory. - powiedział.
- Nie będę go dotykać, obadam sytuację. - stwierdziłam i podeszłam do zwierzęcia. Przyjrzałam mu się uważnie, nic nie wskazywało na to, że to wilk. - Wilk to to nie jest. Pewnie wilczak. Ma ranę postrzałową, szybko się wykrwawia.
Nie chciałam nabawić się wścieklizny czy czegoś, ale nie chciałam też patrzeć jak umiera to biedne zwierzę.  Miałam mętlik w głowie a sekundy leciały. Wyciągnęłam z kieszeni chusteczki, i przyłożyłam parę do rany zwierzęcia i ucisnęłam, żeby powstrzymać krwotok. Ręce mi się trzęsły, nie chcę żeby ktoś umierał na moich oczach. 
- Zadzwoń po weterynarza, leć po pomoc, cokolwiek żeby przeżył! - powiedziałam, mój głos drżał. Podrapałam zwierzę za uchem i szeptałam do niego uspokajająco, żeby się rozluźnił. - Co ja mam robić? - spytałam nachylając się nad zwierzęciem. Nagle pies przestał oddychać, zdechł, a ja się rozpłakałam.

~~Thomas?~~ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz