niedziela, 15 lutego 2015

Od Alana do Julii (C.D)

Od rana, mieliśmy małe zamieszanie. Dosłownie biegaliśmy po domu, żeby tylko się nie spóźnić na lotnisko. Zjedliśmy śniadanie, Ksawerowi oczywiście zajęło to dłużej, więc ja pakowałem bagaże do samochodu. Po jakimś czasie wszystko było gotowe. Mieliśmy jeszcze masę czasu, przez ten pośpiech. Dobrze, bo jeszcze trzeba samochód zapakować. Wzięliśmy swoje plecaki, Aleksa i poszliśmy do Kuby, ponieważ on miał się zająć Aleksem.
- Dzięki stary. - uśmiechnąłem się do chłopaka. - Nie rozrabiaj. - pocałowałem psa w nos i zeszliśmy na dół.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko. Wykupiliśmy bilety, spotkaliśmy Julię która siedziała na ławce.
- Hej, długo czekasz? - spytałem dając jej bilet. 
- Nie, przed chwilą przyszłam.
Kiwnąłem głową i poszliśmy na stanowisko naszego samolotu. Stał tam już mój samochód, klapa od samolotu była otwarta i czekał koleś, który ma wprowadzić auto do środka. Podeszliśmy do niego.
- Jakiś problem? - spytałem.
- Nie, czekam na kolegę który pomoże mi z samochodem. - wytłumaczył. - Możecie już wsiadać.
- Tylko jak będzie zarysowany, to... - nie dokończyłem.
- Dobra Alan, daj spokój. - przerwała mi i się zaśmiała.
Ruszyliśmy do samolotu, zajęliśmy trzy miejsca obok siebie i czekaliśmy na lot. Po jakiś 15 minutach wzbiliśmy się w powietrze. Założyłem słuchawki i przyglądałem się Julii, wyglądała pięknie, jak zwykle. Gdy odwróciła głowę w moim kierunku szybko odwróciłem wzrok udając że patrzę zupełnie gdzie indziej. Po godzinie byliśmy na miejscu, wypakowaliśmy samochód i ruszyliśmy pod dom ojca. Otworzyłem bramę pilotem i wjechałem na podjazd pod dom.
- Wow. - powiedziała zdumiona wysiadając z samochodu.
Z domu wyszedł tata, i podszedł do nas.
- Wujek! - krzyknął uradowany i przytulił się do niego.
- Hej, Ksaw. - zaśmiał się. - Jak podróż? - spytał.
- Dobrze. Gdzie Killer? - spytał.
- W domu, leć do niego. - uśmiechnął się, a chłopak pobiegł do domu. - Hej, synku. Jak ma się mój sportowiec? - uśmiechnął się do mnie.
- Cześć tato, dobrze. - odwzajemniłem uśmiech. - To jest Julia. - przedstawiłem ją. - Julia, to właśnie mój tata, Marek.
- Witam. - podał jej rękę. - Jesteś dziewczyną Alana? - spytał.
- Koleżanką. - powiedziałem wyciągając rzeczy z bagażnika.
- Zostaw to, zajmę się tym a ty idź pokazać koleżance jej pokój. - stwierdził.
Kiwnąłem głową i z Julią weszliśmy do domu. Ksawery siedział przy psie i głaskał go, a gdy doberman mnie zobaczył od razu się podniósł, skoczył na mnie i zaczął lizać.
- Hej przyjacielu. - zaśmiałem się. 
- Śliczny. - powiedziała dając mu rękę do obwąchania, ten od razu ją polizał.
- Nie daj się zwieść tym maślanym oczkom, zobaczysz jak będzie wyciągał od ciebie jedzenie. - uśmiechnąłem się.
Ruszyliśmy po schodach, prosto do pokoju Julii. Położyłem jej bagaże przy drzwiach, dziewczyna podeszła do okna tarasowego.
- Ale widok... - powiedziała patrząc się na plażę.
- Z każdego pokoju taki jest. - powiedziałem. - Idziemy na plażę? - spytałem.

~~Julia?~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz