Wydarzenia w klubie przerosły moje wszelkie oczekiwania. Gdy zostałem postrzelony, nie myślałem o tym, że umrę, ale miałem nadzieję, że reszta ludzi wyjdzie z tego zajścia cało.
Obudziłem się otoczony przez lekarzy w jakimś sypialnym pokoju, gdzie było dużo ludzi. Kątem oka widziałem gdzieś Julię siedzącą na szpitalnym łożu i badaną przez lekarza. Chciałem wyrwać się i pobiec do niej, ale ciało odmawiało mi posłuszeństwa.
- Słyszysz mnie? - zapytał doktor i sprawdzał czy moje oczy podążają za ruchem jego ręki.
- Ta - odparłem cicho.
Usiadłem w miejscu i zauważyłem, że Julia uśmiechnęła się w moim kierunku. Pomachałem jej i odwzajemniłem uśmiech, a potem skupiłem się na lekarzu, który wydał już diagnozę.
- A więc rana jest dość płytka, udało nam się wyciągnąć kulę bez konieczności operacji.
Miałem rękę w gipsie, a noga była obandażowana grubo bandażem. Lekarz poszedł do innego pacjenta, a ja korzystając z okazji, sięgnąłem po kule i dzięki niej podszedłem bliżej do Julii.
- Cieszę się, że nic ci nie jest. Przyznam, że to było dość straszne przeżycie - powiedziałem, zachowując cały czas uśmiech na twarzy.
<Julia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz