czwartek, 12 lutego 2015

Od Maksa do Jenny (C.D)

Nie wiem ile czasu byłem nieprzytomny, ale po jakimś czasie powoli zacząłem otwierać oczy, poraziło mnie jasne światło. Gwałtownie zamknąłem oczy, ale po chwili znów je otworzyłem a wzrok przyzwyczaił się do otoczenia. Po chwili zdałem sobie sprawę, że mam na szyi kołnierz, nadgarstek mam owiniętą bandażem elastycznym i że jestem w szpitalu. Tylko czemu? A no tak, pamiętam. Obróciłem lekko głowę, zobaczyłem Jenny, spała. Zamknąłem z powrotem oczy gdyż nie wiedziałem co jej powiedzieć, zupełna pustka. No co, przepraszam? Przecież to nie cofnie czasu... Nie spałem, nie mogłem usnąć, miałem po prostu zamknięte oczy a gdy usłyszałem głos lekarza otworzyłem jedno, aby obadać sytuację. Lekarz mnie badał, kojarzę go z kursów, byliśmy sami wraz z innymi pacjentami.
- No proszę, kogo mi przyszło badać, swojego studenta. - uśmiechnął się.
- No widzi pan... - odwzajemniłem uśmiech, a ten zaczął mi świecić po oczach latarką. - Co mi jest? - spytałem po chwili.
- Masz lekko obitą wątrobę i drobny wstrząs mózgu, niby nic poważnego, ale... - powiedział. - Jak chcesz to możesz i dzisiaj wyjść.
- Super, dziękuję.
Byłem w tych ciuchach, co na biwaku, były lekko przybrudzone, ale nic, ważne że nie muszę tu dłużej leżeć. Lekarz zrobił mi jeszcze badanie krwi i po jakimś czasie wrócił z wynikami.
- Więc nic nie stoi na drodze żebyś dzisiaj wyszedł. Ale przez ten tydzień nie przemęczaj się za bardzo.
Kiwnąłem głową i powoli wstałem i podszedłem do niego, a ten zaczął mi ściągać kołnierz, były małe problemy bo pasek regulacji się zaciął, ale udało się. Podziękowałem i wyszedłem z sali. Poszedłem się wypisać i wyszedłem ze szpitala, skierowałem mój wzrok na prawo i zrobiłem pięć kroków w tamtą stronę, a z lewej strony, usłyszałem moje imię, odwróciłem głowę w tamtym kierunku, zobaczyłem cholernie zdziwionych Emmę, Jenny i Alvina, patrzyli się na mnie jak bym właśnie kogoś zabił. Po chwili wszyscy zaczęli iść w moim kierunku, a Jenny mocno się do mnie przytuliła, miała czerwone oczy od płaczu. Objąłem ją.
- Przepraszam, to moja wina. - powiedziała po chwili.
- Nie masz za co przepraszać, to ja powinienem przepraszać. To była moja wina. - wyszeptałem.

~~Jenny?~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz