Przebrałem się w strój do jazdy i założyłem kask, wsiadłem na motor i rozpędziłem się po czym wszedłem w zakręt, ciężko jest się na siłę wywalić z motoru więc musieliśmy powtarzać ujęcie kilka razy. Po pewnym czasie udało się, przeleciałem po asfalcie jak by był śliski, ocierając sobie przy tym niemiłosiernie nogę, bolały mnie też żebra. Usłyszałem radosny krzyk Taya, czyli że było dobre, po chwili poczułem czyjeś dłonie na swoich ramionach, ktoś pomagał mi wstać.
- Zostawcie mnie. - warknąłem i się wyszarpałem.
Z rozmachem ściągnąłem kask i rzuciłem nim o kawałek asfaltu. Wszyscy włącznie z Jenn która stała kilka kroków ode mnie wpatrywali się ze mnie jak w jakiegoś wariata.
- Maks, uspokój się. - powiedział rozkładając ręce.
- Uspokój się? Co ty do cholery chciałeś mnie zabić?! - krzyknąłem. - Po cholerę smarowałeś jakąś mazią asfalt?
- No nie spadałeś, nie spadałeś, no to musiałem coś zrobić! - powiedział niewinnym tonem.
- Jasne, ty zawsze musisz coś zrobić. Biorę wolne, nie dzwoń do mnie bo się zwolnię. - warknąłem i trochę kulejąc odszedłem, po chwili obok mnie pojawiła się Jenny.
- Co to było? - spytała.
- Idiota nie myśli. Muszę iść się przebrać. - stwierdziłem patrząc na rozszarpaną część stroju. - A ciebie zapraszam do mnie na herbatę, bo wiem że kawy nie lubisz. - uśmiechnąłem się.
~~Jenny?~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz