Nie wiedziałem czy wejść czy nie, ale mimo wszystko kiwnąłem głową. Weszliśmy do środka, przywitały nas psy dziewczyny. Spojrzałem na zegarek, za 40 min musiałem być na lotnisku. Stałem przy ścianie, po chwili Jenny wyszła z kuchni i stanęła naprzeciw mnie.
- No co tak stoisz? - spytała z uśmiechem.
Po jakimś czasie się odsunąłem. Jenn spojrzała na mnie zdziwiona.
- Wiesz... o północy muszę być na lotnisku. - westchnąłem.
- Co ty... lecisz gdzieś? - spytała robiąc duże oczy.
- Nie... - zaśmiałem się. - Muszę odebrać ojca, przyjechał podpisać jakąś umowę czy coś i na kilka dni zatrzyma się u mnie. - westchnąłem i pocałowałem ją w czoło.

- Jedziesz ze mną, czy może wolisz się przespać? - spytałem lekko uśmiechając się.
~~Jenny?~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz