Gdy otworzyłam oczy ujrzałam przed sobą chłopaka trzymającego maskotkę. Nie ukrywam, że byłam nieco zdziwiona takim widokiem. Usiadł obok mnie, kładąc mi na kolanach małego misia.
- Em... Dziękuje - powiedziałam dalej nieco zmieszana, cóż nie byłam przyzwyczajona do prezentów bez okazji.
- Nie ma za co - powiedział z uśmiechem
- Jest dosyć ciepło, może pójdziemy na jakieś lody? - zaproponowałam, prawda dzisiaj było na prawdę ciepło, a zimne lody na pewno dobrze nam zrobią.
- Chętnie - kiwnął głową, wstałam z ławki, trzymając w ręce podarunek, ruszyliśmy razem w stronę pobliskiej lodziarni. Wtedy właśnie dostałam sms'a " Proszę, spotkajmy się po raz ostatni" Westchnęłam jedynie chowając telefon z powrotem do kieszeni. Plus, że idiota nie wie gdzie mieszkam. Chociaż dobrze by było gdybym wiedziała co on wie o mnie. Już nie raz mnie śledził, więc może tutaj mi pomoże mój nowy znajomy?
- Żyjesz? - poczułam lekkie dźgnięcie w brzuch
- Co? Tak, tak - powiedziałam odtrącając od siebie myśli - Pamiętasz jak mówiłam, że kiedyś mi się odpłacisz za to iż pozwoliłam Ci u siebie nocować? - zapytałam, gdy zajęliśmy miejsce przy stoliku
- Owszem - skinął głową
- Mógłbyś kogoś dla mnie śledzić? Przez dwa albo trzy dni? - zapytałam patrząc na niego uważnie
- A o co chodzi? - dopytywał
- Chce coś sprawdzić. Nazywa się Joseph Orini
- Chcesz dowieść jego zdrady? - zapytał, a z jego twarzy nie umiałam nic wyczytać
- Nie - pokręciłam przecząco głową - Jakby to powiedzieć - westchnęłam - Kiedyś byliśmy kimś w rodzaju przyjaciół, on chciał czegoś więcej, ja się nie zgodziłam. Od tamtego czasu zaczął mi się naprzykrzać i najwyraźniej znowu mu się o mnie przypomniało. Chciałam raczej sprawdzić, czy nie wie gdzie mieszkam, czy znowu mnie nie śledzi czy coś podobnego. Mam nawet jego numer, gdybyś potrzebował - powiedziałam zamawiając lody czekoladowo truskawkowe z bitą śmietaną
( Mikołaj? Bo trochę akcji nie zaszkodzi :D )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz