czwartek, 12 lutego 2015

Od Maksa do Jenny (C.D)

Przecież ja nie chciałem żeby się coś stało, nie zrobiłem tego specjalnie. Po chwili, podjechali do nas także Emma i Alvin, dziewczyna była tak samo mokra jak i wściekła co Jenny, nie rozumiem. Uderzyła Ala lekko w twarz i odeszła do namiotu.
- Chyba dziś śpimy w samochodach. - westchnął.
- Chyba tak. - przeczesałem włosy ręką.
- Ale ej, nie rozumiem. Jak my coś zrobimy, to wielki foch. A jak one coś zrobią, to twierdzą że nic się nie stało. Czemu my nie możemy się na nie obrażać? - spytał podirytowany.
- A skąd ja mam wiedzieć? - rozłożyłem ręce. - Taty się spytaj, bo on się w tych sprawach zna najbardziej, wiesz czemu. - oboje cicho się zaśmialiśmy, choć wcale nie było mi do śmiechu. - Wiesz co, idę do niej. - stwierdziłem i zrobiłem kilka kroków w przód, lecz ten zagrodził mi drogę.
- Nie możesz tam iść. Przecież jak tylko tam wejdziesz to cię rozszarpie!
- Ona taka nie jest. - powiedziałem z przekonaniem.
- Jasne. - skrzyżował ręce. 
Przewróciłem oczami i oboje ruszyliśmy w stronę lasu, Alvin twierdzi, że one muszą mieć czas dla siebie, żeby ochłonąć. Posłuchałem go, bo to on ma większe doświadczenie, nie raz się tak kłócił z Emmą. Weszliśmy na drzewa, usiedliśmy na dwóch, różnych, grubych gałęziach i czekaliśmy. Nagle usłyszałem jakiś lekki trzask, wyprostowałem się a po chwili runąłem na ziemię a chwilę po mnie Alvin. 
- Nic ci nie jest? - krzyknąłem nie podnosząc się.
- Nie, a tobie? - spytał i podszedł do mnie.
- Chyba nie. - stwierdziłem, brat pomógł mi wstać. Poczułem okropny ból w klatce piersiowej. Położyłem rękę na bolącym miejscu i ruszyliśmy w stronę namiotów. Kręciło mi się w głowie, bolała mnie jak cholera, ale to pikuś w porównaniu z klatką piersiową. powinno minąć. Emma i Jenny zamknęły się w jednym namiocie, słychać było tylko ich chichoty, wieczorem rozpaliliśmy ognisko, szkoda że fajniej nie spędziliśmy tego dnia. Rozpaliliśmy ognisko i czekaliśmy aż dziewczyny wyjdą z namiotu, trochę im to zeszło, usiadły naprzeciw nas, nikt nic nie mówił. Ten ogień, strasznie mnie przytłaczał, kątem oka spojrzałem na Emmę, podwoiła mi się w oczach, tak samo jak ognisko. Po chwili zemdliło mnie, zakryłem ręką usta, ale nie mogłem dłużej wytrzymać.
- Przepraszam. - powiedziałem cicho i gwałtownie wstałem, przebiegłem kawałek, ale musiałem się zatrzymać ponieważ ból w klatce był nieubłagany, ruszyłem nieco szybszym krokiem w stronę lasu, oparłem się o jedno z drzew. Po jakimś czasie poczułem rękę na ramieniu, liczyłem że to będzie Jenny, ale był to Alvin, chyba na serio się na mnie obraziła, co ja najlepszego zrobiłem, czemu nie zwolniłem?
- Wszystko okey, młody? - spytał, jego głos brzmiał, jak by stał kilka metrów ode mnie, a stał obok.
Kiwnąłem niepewnie głową i ruszyliśmy w stronę namiotów, nagle zakręciło mi się w głowie i upadłem, a później to... już nic nie pamiętam, nie wiem co się działo.

~~Jenny?~~ Troszku akcji c;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz