czwartek, 12 lutego 2015

Od Jenny cd.o Maksa

 - Co to było? - powiedziała Emma gdy Alvin ruszył za Maksem
 - Pewnie mu głupio i nie mógł wytrzymać  - prychnełam, Emma się zaśmiała. Siedziałyśmy przy ognisku, gsy dobiegły nas krzyki Alvina:
 - Dzwońcie po karetkę! Szybko!! - wypadł mi kubek który właśnie trzymałam, herbata wylała się na ziemię, gwałtownie wstałam i zaczełam biec w stronę skąd dochodziły krzyki, wpadłam na Arona
 - Co się dzieje?! Co się stało?? Maks!!!
 - Stracił przytomność, bo wiesz my... - był zakłopotany - spadliśmy w lesie z gałęzi która się złamała, ale Maks mówił że nic mu nie jest, ale naj wyraźniej się mylił. Przerażona biegłam za Alvinem, zobaczyłam jak chłopak leży nieprzytomny koło drzewa, podbiegam do niego. I rzucam się na kolana zaczynam go "szrpać" i krzyczeć, głosy stają się przytłumione, łzy ciekną mi po policzkach, to była moja wina, byłam głupia obrażając się, gdybym tego nie zrobiła, razem spędzilibyśmy to popołudnie "Maks obudź się!!" krzyczałam, widziałąm jego oczy, zamknięte, jego usta, które zawsze tak szelmowsko się do mnie uśmiechały, zatrzymały się w bezruchu. Poczułam silne ramiona, które mnie odciągały, nie chciałam, chciałam zostać przy nim aż się obudzi, poczułam jak ktoś mnie obejmuje, ale nie chciałam aby tego robił, chciałam przytulić Maksa, tylko niego, a on miał mnie objąć swoimi silnymi ramionami...
Obudziłam się na twardym krześle, w szpitalu, siedziałąm na korytarzu, obok siedziała Emma
 - Gdzie on jest? Nie może być sam! - prawie wrzasnełam
 - Spokojnie Jenny - powiedziała kojącym głosem - Jest w tamtej sali - wskazała ręką - Alvin z nim jeste - wstałam szybko i pobiegłam do sali, otworzyłam drzwi i uderzyła mnie fala jasnych barw, wszystko było tu nieskazitelnie białe, na łóżku leżał Maks, był podłączony do aparatury, na krześle obok spał Alvin, podesżłam do niego i dotknełam jego barków, zbudził się
 - Idź odpocznij, tylko powiedz mi co z nim?
 - Nic poważnego, odbił sobie wątrobe, stąd ból i niewydolność, teraz musi leżeć w szpitalu przez kilka dni żeby dojść do siebie, nic mu nie będzie - uśmiechnął się do mnie, czułam jak ogromny ciężar spada mi z serca
 - Czy on jest nieprzytomny?
 - Nie, tylko śpi, niedługo powinien się obudzić - powiedział i wyszedł. Zajełam jego miejsce i splotłam palce z jego. Pocałowałam go w rękę
 -  Przepraszam cię, tak bardzo cię przepraszam - szeptałąm do niego, czekałam aż się obudzi.


Maks?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz