piątek, 13 lutego 2015

Od Lewisa do Layli

Było bardzo wcześnie kiedy wstałem. Wszedłem do pokoju Isy, żeby spojrzeć jak śpi. Leżała na boku twarzą do ściany, ale obróciła się na drugi. Usiadłem na brzegu łóżka, a ona otworzyła zaspane oczy, pogłaskałem ją po włosach i uśmiechnąłem się, ona też.
- Lecę do pracy. Wrócę zanim się obudzisz. Dobrze? - pokiwała głową. - Kocham cię.
- Ja ciebie też - usłyszałem wychodząc.

 * * *

Wszedłem do hotelu i zapytałem recepcjonistkę o pana Baleisa i panią Evans. Usiadłem przy stoliku w hotelowej restauracji. Miałem zaplanowane tutaj spotkanie z właścicielami tego hotelu. Za kilka dni mają coś tam negocjować i potrzebują tłumacza. Nie powiem, ładne zleconko.
Piłem kawę gdy do stolika podeszła jakaś młoda kobieta.
- Dzień dobry, Layla Evans - przedstawiła się. - Lewis Wayland?
- Owszem. Miło mi.
- Wszystko musimy ustalić sami, bo pan Baleis nie mógł przyjść. Jakieś ważne spotkanie. Przeszkadza to panu?
- Skądże, jak pracować to pracować, ważne by w miłym towarzystwie - odparłem uśmiechając się.

(Layla?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz