- Lecę do pracy. Wrócę zanim się obudzisz. Dobrze? - pokiwała głową. - Kocham cię.
- Ja ciebie też - usłyszałem wychodząc.
* * *
Wszedłem do hotelu i zapytałem recepcjonistkę o pana Baleisa i panią Evans. Usiadłem przy stoliku w hotelowej restauracji. Miałem zaplanowane tutaj spotkanie z właścicielami tego hotelu. Za kilka dni mają coś tam negocjować i potrzebują tłumacza. Nie powiem, ładne zleconko.
Piłem kawę gdy do stolika podeszła jakaś młoda kobieta.
- Dzień dobry, Layla Evans - przedstawiła się. - Lewis Wayland?
- Owszem. Miło mi.
- Wszystko musimy ustalić sami, bo pan Baleis nie mógł przyjść. Jakieś ważne spotkanie. Przeszkadza to panu?
- Skądże, jak pracować to pracować, ważne by w miłym towarzystwie - odparłem uśmiechając się.
(Layla?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz