Cóż czas się zbierać. Spojrzałam na stojące przede mną bagaże. Westchnęłam ciężko, oparłam się o auto. Po czym otworzyłam drzwi i zaczęłam pakować do bagażnika swoje torby. Spojrzałam na rodzinny dom. Weszłam do środka, w kuchni siedzieli moi rodzice. W oczach matki widziałam smutek, a w taty tylko i wyłącznie pogardę. Czyli tak jak zawsze. Według niego powinnam być lekarzem tak jak on. Westchnęłam cicho i zbliżyłam się do matki. Przytuliłam ją na pożegnanie. Z ojcem wymieniliśmy tylko spojrzenia. Wyszłam na podwórko, przed moją Toyotą Land Cruiser siedzą moje psy. Pierwsza podbiegła do mnie Yuma, tuż za nią biegł Nero. Suczka mimo tego, że miała sześć miesiące była już prawie wielkości dorosłego owczarka niemieckiego. Pies był mniejszy miał pięć miesięcy i ledwie dorastał do moich kolan. Na moje szczęście oduczyłam ich skakać na ludzi.
Usiadły naprzeciwko mnie i spojrzały swoimi dużymi oczami. Znowu widziałam smutek, moje pupile myślały, że zostawię je tak na pastwę losu z Basel'em. Kucnęłam i zaczęłam drapać ją za uchem.
-Jedziemy. - Szepnęłam i posłałam delikatny uśmiech do mojej mamy. Nie wytrzymała i zaczęła płakać. Przytuliłam ją, po czym pomogłam psom wejść do klatek. Jeszcze raz pożegnałam się z mamą. Tata nawet nie wyszedł, widziałam jak firanka w oknie się poruszyła.
Wsiadłam do auta i ruszyłam. W lusterku spojrzałam jeszcze raz na dom.
-Żegnaj... Tato. - Szepnęłam i ruszyłam. Przed nami długa droga.
*** wieczorem ***
Opadłam na sofę w salonie. Wstępnie się rozpakowałam i mogłam chwilę odpocząć. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w ciszę. Którą przerwał stukot pazurów po panelach. Otworzyłam oczy i przekręciłam głowę w stronę z której dobiegał odgłos. Przywitały mnie dwie radosne postacie siedzące grzecznie obok siebie i czekające aż wstanę. Szybko zamknęłam oczy i udałam, że śpię. To był błąd... Yuma wskoczyła na mnie. Nero zaczął szczekać, a po chwili wyć. Szybko opanowałam zwierzaki, niechętnie podniosłam się i poszłam do sypialni. Przebrałam się w czarne spodnie dresowe i białą bokserkę. Bluzę przewiązałam sobie na biodrach. Przed drzwiami założyłam buty i smycze czworonogom. Wyszliśmy, zamknęłam drzwi i truchtem ruszyłam z pupilami po obu stronach, przed siebie.
Dotarliśmy do parku, spuściłam psy. Przez chwilę patrzyłam jak się bawią. Po czym obróciłam się, zrobiłam kilka kroków i wpadłam na kogoś. Cóż zawsze mam takiego pecha, że na kogoś muszę wpaść...
-Przepraszam. - Powiedziałam patrząc kilka centymetrów w górę.
Ktoś? c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz