piątek, 6 lutego 2015

Od Julii do Masamun' a (C.D)

Mężczyzna się przedstawił i podał mi ręki...
- Ładne imię. - odparłam i odwzajemniłam gest. - Mnie zwą Julia.
Nagle usłyszeliśmy huk. Wodzona ciekawością poszłam za hałasem. Ujrzałam dwóch zamaskowanych mężczyzn z bronią.
- Nie wyjdziecie stąd żywi, a teraz wszyscy na glebę! - wrzasnął jeden z terrorystów. - Jeśli, ktokolwiek się poruszy, zginie.
Posłusznie upadłam na ziemię, cała przelękniona. Serce w piersi biło mi, jak oszalałe. Zaczynało mi brakować tlenu. To niewiarygodne, co może wywołać strach. Pragnęłam znaleźć się gdzieś indziej... niech będzie, to tylko koszmar, z którego mogłabym się wybudzić. Zamknęłam oczy i liczyłam, że zakończy się ta udręka. Ktoś został postrzelony. Jako lekarz, bez wahania zaczęłam się rozglądać, kto jest ranny. Okazało się, że dostał Sam. Nie zwarzając, na to, że za chwilę może mnie nie być na świecie ... Podeszłam do znajomego.
- Stój! - to słowo było skierowane do mnie .. zlekceważyłam je.
- Gdzie trafił Cię postrzał? - spytałam z troską.
- Ratuj się!
- Nie! Jestem lekarzem i moim obowiązkiem jest Ci pomóc, jestem i człowiekiem, który jest barzdzo wrażliwy i nie zostawi nikogo w potrzebie.
Pokazał zakrwawiony bok. Ktoś wystrzelił do mnie pocisk, w ostatniej chwili zrobiłam unik. Nie wyglądało, to dobrze ... Z furią rzucili się na mnie. Tym razem mieli inne zamiary.. Zanim mnie zabiją, to zgwałcą. Kątem oka zobaczyłam sporo ciał, być może już trupów. Czemu zostawili akurat mnie? Próbowałam się uwolnić, aby pomóc Sam' owi. Wtem przez drzwi wbiegli antyterroryści. Odciągnęli ich ode mnie. Strasznie bolała mnie noga i głowa. Mimo bólu, postanowiłam pomóc innym. Na tyle, na ile mogłam opatrzyłam rannych, po chwili zjawiły się karetki...

~~Masamun?~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz