Po całym tym dramatycznym wydarzeniu przewieźli nas do szpitala. Lekarz przekazał mi informacje, że mam dużo stłuczeń i posiadam złamaną rękę. Prócz tego wywnioskowali, że mam lekkie wstrząśnienie mózgu. Byłam podłączona pod kroplówkę. Masamun leżał kilka łóżek dalej. Wymijaliśmy spojrzenia. Chyba miewał się dobrze, bo z tego, co usłyszałam ominęła go operacja.. Leżałam wpatrując się w sufit, nagle usłyszałam znajomy głos ..
- Oby się nie powtórzyło. - westchnęłam. - A, ty? Jak się czujesz?
- Nic mi nie jest. Jedynym problemem jest poruszanie się. - oznajmił.
- Siadaj. - posunęłam się tak, aby mógł usiąść na łóżku.To niewiarygodne, jaki z niego pogodny człowiek. Mimo bólu potrafi się uśmiechnąć .. Czasem uśmiech jest jedynym lekarstwem i potrafi uleczyć duszę.. Właśnie za to go podziwiałam
- Wiesz.. to przeżycie na zawsze pozostanie w moim sercu ... to było straszne, ale również i niezwykłe. - powiedziałam patrząc w dal. - Świat pisze bardzo dziwne i oryginalne scenariusze.
- Prawda. - przytaknął.
Naszą korespondencję przerwał lekarz. Kazał nam wypoczywać. Zmęczona usnęłam. Podobnie mijały kolejne dni...
~~Masamun?~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz