Dzisiejszym rankiem miałam pełne ręce roboty. Musiałam pouzupełniać
zaległe papiery. Spędziłam przy biurku kilka godzin, a kartek nie
ubywało. Dopiero późnym wieczorem zdołałam się z tym uporać. Wyszłam ze
szpitala i ruszyłam do domu. Uwielbiam miasto nocą, jest takie ...
piękne. Zrezygnowana przekręciłam klucz w drzwiach i dostałam się do
mojego mieszkania. Czekał tam na mnie Erago, który ospale merdał ogonem.
Nakarmiłam psa i udałam się do swojego pokoju, gdzie zagłębiłam się w
książkach. Lektury te były tak inspirujące, że mogłabym je czytać do
rana, ale cóż zmęczenie dało górę i usnęłam. Zbudziło mnie dzwonienie
budzika. Mimowolnie wstałam z łóżka i ruszyłam ku łazience. Po porannej
toalecie miałam zamiar zjeść śniadanie, ale Erago przerwał mi w tym.
Domagał się spaceru, no więc zabrałam sycz i udałam się na zewnątrz.
Szłam chodnikiem. Poczułam silne szarpnięcie i pies zerwał mi się,
pędząc ku obcemu przedstawicielowi jego rasy. Biegłam za nim. Kiedy go
straciłam z oczu, opadłam bezwładnie na ławkę. Wtem podszedł do mnie
jakiś mężczyzna, który trzymał w ręku smycz. Skąd on wiedział, że to mój
pies?
~~ Maks? ~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz