piątek, 6 lutego 2015

Od Julii do Maksa

Dzisiejszym rankiem miałam pełne ręce roboty. Musiałam pouzupełniać zaległe papiery. Spędziłam przy biurku kilka godzin, a kartek nie ubywało. Dopiero późnym wieczorem zdołałam się z tym uporać. Wyszłam ze szpitala i ruszyłam do domu. Uwielbiam miasto nocą, jest takie ... piękne. Zrezygnowana przekręciłam klucz w drzwiach i dostałam się do mojego mieszkania. Czekał tam na mnie Erago, który ospale merdał ogonem. Nakarmiłam psa i udałam się do swojego pokoju, gdzie zagłębiłam się w książkach. Lektury te były tak inspirujące, że mogłabym je czytać do rana, ale cóż zmęczenie dało górę i usnęłam. Zbudziło mnie dzwonienie budzika. Mimowolnie wstałam z łóżka i ruszyłam ku łazience. Po porannej toalecie miałam zamiar zjeść śniadanie, ale Erago przerwał mi w tym. Domagał się spaceru, no więc zabrałam sycz i udałam się na zewnątrz. Szłam chodnikiem. Poczułam silne szarpnięcie i pies zerwał mi się, pędząc ku obcemu przedstawicielowi jego rasy. Biegłam za nim. Kiedy go straciłam z oczu, opadłam bezwładnie na ławkę. Wtem podszedł do mnie jakiś mężczyzna, który trzymał w ręku smycz. Skąd on wiedział, że to mój pies?


~~ Maks? ~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz