piątek, 13 lutego 2015

Od Julii do Alana (C.D)

- Wątpię, aby chciało Ci się słuchać. - odparłam wlepiając wzrok w zmienię.
- Owszem, chce mi się. - uśmiechnął się.
- A mogę Ci zaufać? - spojrzałam mu w oczy.
Czułam, że mogę mu dać odrobinę ufności, rozmawiało mi się z nim, jakbyśmy znali się całe wieki.
- Możesz. - odparł poważniej.
- Zatem słuchaj ... Pochodzę z ośrodka adopcyjnego. Nigdy nie znalazłam prawdziwej rodziny, która by mnie pokochała. Wstydzę się tego, skąd się wywodzę. Ludzie oceniają książkę, po okładce i wytykają palcami, mówią ... O ta pochodzi z bidula. Całe życie byłam zdana na tego typu komentarze, czasem nawet i bardziej wulgarne. Całymi dniami płakałam w kątach. Dorastałam w trudnym towarzystwie, ale nie dałam się sprowadzić na złą drogę, choć czasem lubi sobie poimprezować. Nie znałam biologicznych rodziców i nie chcę znać. Kiedy skończyłam już 18 lat ofiarowano mi liche mieszkanie. Dostałam się na medycynę.  Kiedy skończyłam studiować miała się zamiar wynieść, ponieważ nie mogła już znieść docinek mieszkańców małego miasteczka. Raz, nawet zostałam pobita. I z jakiego, to niby powodu... Straciłam już wiarę w ludzi i w lepszy świat. Postanowiłam, że się wyprowadzę do Hiszpanii. 
 
- Smutna historia. - powiedział z troską. - Nie wiem, jak ludzie mogli Cię tak potraktować.
-  Nie znasz podłości ludzkiej. 
- Znam. - przyznał.
- Nie będę naciskać, ale jeśli chcesz możesz odpowiedzieć mi swoją historię. Uwierz, że jestem godna zaufania i nie wyśmieję, pomogę.

~~Alan? Przepraszam, że taki shit, ale cóż. Następnym razem bardziej się postaram. ^.^ ~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz