poniedziałek, 16 lutego 2015

Od Alana do Julii (C.D)

Cały czas miałem ten widok przed oczami, samochód wjeżdżający w nas, rozbite szkło, krew i krzyki, cały obraz był odwrócony ponieważ mieliśmy dachowanie. Nagle zacząłem się budzić, głowa już tak strasznie mnie nie bolała, pewnie podali mi leki przeciwbólowe. Na sobie miałem jeszcze kołnierz, a ręka była w gipsie. Próbowałem wstać, z początku nie będąc świadom gdzie jestem, pojawił się obok mnie lekarz i kazał mi się nie podnosić. Z powrotem się położyłem.
- Miałeś operację. - zaczął.
- Jak to? - zdziwiłem się.
- Miałeś krwawienie wewnętrzne oraz promiennie złamaną lewą rękę z przemieszczeniem. - wyjaśnił. - Zaraz będziemy jechać na założenie szwów, więc się nie ruszaj. - zalecił.
Posłuchałem go, nie miałem nawet siły się ruszyć, obróciłem głowę, zobaczyłem Julię, spała i nadal miała na sobie kołnierz. A na kolejnym łóżku leżał Ksawery, mieli obrażenia ale nie poważne. Boże święty, co ja narobiłem? Mogliśmy minąć tą autostradę, czemu ja o tym nie pomyślałem? Nagle Julia się obudziła, podeszła do mnie pielęgniarka.
- Mogła by mnie pani, przysunąć z tym łóżkiem bliżej tamtej dziewczyny? - poprosiłem.
- Dobrze, ale tylko chwilkę bo zaraz jedziemy na zszycie ran. - powiedziała.
Przytaknąłem, gdy byłem już bliżej Julii szepnąłem...
- Kochanie... - ta gwałtownie obróciła się w moją stronę.
- Alan, jak się czujesz? - spytała lekko się uśmiechając.
- Wiesz, bywało lepiej. - zaśmiałem się cicho pod nosem. - Lepiej powiedz, jak ty się czujesz i co z Ksawerym.
- Po lekach czuję się lepiej. Ksawerowi też nic wielkiego nie jest, nie martw się o nas.
Wysunąłem lewą zdrową dłoń i chwyciłem dziewczynę za rękę.
- Tamten facet który w nas wjechał podobno był pijany i nie żyje, nie udało im się go uratować. - westchnąłem. - Co ja narobiłem, zabiłem człowieka i jeszcze dwie inne, najważniejsze osoby w moim życiu leżą tu przeze mnie. - jęknąłem cicho, nie puszczając jej ręki.
Nie wiem czemu się obwiniam za ten wypadek, po prostu czuję się winny. Zauważyłem że Julia zaczęła płakać.
- Ale nie płacz, kotku... wszystko będzie dobrze, za jakiś czas wrócimy do domu i będzie wszystko dobrze. - powiedziałem uspokajająco. - Kocham Cię. - szepnąłem lekko się uśmiechając.

~~Julia?~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz