wtorek, 17 lutego 2015

Od Wiktorii do Michael' a.

Obudził mnie hałas. Niechętnie wstałam z łóżka i pokierowałam się za odgłosem. Dźwięk dochodził z klatki schodowej. Jakiś dwóch mężczyzn się awanturowało. Lepiej ich nie rozdzielać, ale co jeśli sobie coś zrobią? Sumienie mnie będzie trapiło i nie dawało spokoju.
- Uspokójcie się. - powiedziałam podchodząc do nich.
Usłyszałam jedynie kilka wulgaryzmów rzuconych w moją stronę. Próbowałam dalej, tym razem zostałam uderzona w twarz. Wróciłam do swojego apartamentu.. Pokierowałam się do łazienki, gdzie z apteczki wyjęłam wodę utlenioną i jakiś opatrunek. Nie było potrzeby fatygować się do szpitala, ani bardziej się przyjrzeć ranie. Była nie głęboka, jedynie trochę krwawiła. Odkaziłam ranę. Przebrałam się i wyczesałam włosy. Ogarnąwszy się chwyciłam smycz Salvadora i wyszłam z nim na spacer. Pies musiał się wybiegać, jest bardzo silny, ledwo co go utrzymałam. Pupil  pociągnął mnie w stronę ulicy, nagle wyjechał samochód. Poczułam, że ktoś mnie pociąga w tył. Gwałtownie poleciałam w tył.
- Dziękuję. - powiedziałam, spogląda w stronę wybawiciela.

~~Michael?~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz