Uśmiechnąłem się i kiwnąłem głową.
- No dobra, ruszaj się Eric, mam piłeczkę. - zwróciłem się do psa, który wylegiwał się miedzy moimi nogami, a gdy zobaczył swoją ulubioną piłkę od razu się podniósł i zaczął machać radośnie ogonem. - To pa. - pocałowałem ją i poszedłem.
Przez jakieś dwie godziny siedziałem z psem w parku, a później wróciliśmy do domu na obiad. A później? Wiadomo praca. Dostaliśmy parę wezwań głównie do potrąconych przed samochód. Gdy dostaliśmy przerwę z chłopakami karetką podjechaliśmy pod klub, w którym pracowała Jenny. Zdziwiła się, gdy nas zobaczyła.
- Nikogo nikt nie wzywał. - uśmiechnęła się.
- Wiemy, tak wpadliśmy, nudziliśmy się. - odwzajemniłem uśmiech.
- Podać wam coś? - spytała.
- Nie, dzięki.
Chwilę sobie we 4 porozmawialiśmy, a po jakimś czasie odezwała się krótkofalówka.
- 21 S zgłoś się.
- 21 S zgłaszam się. - westchnąłem.
- Na leśnej pociąg przygniótł samochód, chłopak w ciężkim stanie, dziewczyna w stabilnym. Obaj niepełnoletni.
- Przyjąłem już tam jedziemy. - odpowiedziałem.
Pożegnałem się z Jenny i wybiegliśmy z klubu. Na szczęście udało nam się uratować życie chłopaka, było ciężko i w pewnej chwili zwątpiłem czy nam się to uda. O czwartej rano w nagrodę zostaliśmy zwolnieni z reszty dyżuru, wróciłem do domu i położyłem się spać a o 10 znów zaczął się dyżur. Ostatni, a później cudowny weekend z Jenny, bratem i jego narzeczoną. Siedzieliśmy z chłopakami przy naszej karetce czekając na wezwanie, nagle niespodziewanie pojawiła się Jenny. Zeskoczyłem z maski auta i podszedłem do niej.
- Hej, co ty tu robisz? Coś się stało? - spytałem przytulając się do niej.
~~Jenny?~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz