- Myślę, że chodźmy na kolejkę górską - uśmiechnełam się i złapałam Maksa za rękę. Tak zrobiliśmy. Wsiedliśmy do wagoników, Alvin i Emma usiedli przed nami, zamkneliśmy zabezpieczenie i kolejka ruszyła. Wzniesienie były rózne, chwilami jednak straszne, wtedy kurczowo łapałam się Maks`a, a ten się śmiał i mnie przytulał. Gdy trasa się skończyła z ulgą wyszliśmy, przynajmniej ja. Rzucaliśmy piłeczkami do celu, mnie się udało tylko raz, Maks natomiast na strzelincy wygrał dla mnie misia, wielką pande, ucieszyłam się. Jedliśmy watę cukrową i popcorn. Potem weszliśmy do domu strachu, co było stasznie denne, ale uśmialiśmy się.
Maks? Przepraszam, ale brak pomysłu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz