sobota, 14 lutego 2015

Od Alana do Julii (C.D)

Jak zauważyłem że koziołkuje po trasie, serce mi stanęło. Ale gdy usiadła, uspokoiłem się, rzuciłem motor i podbiegłem do niej.
- Nic ci nie jest? - spytałem pomagając jej wstać.
- Nie, nic. - uśmiechnęła się lekko.
- Chyba dziś jest pechowy dzień. - zaśmiałem się cicho i nagle zadzwonił mi telefon, odebrałem. - Słucham? - po chwili nogi się pode mną ugięły, usiadłem na ziemi. Połączenie zostało zakończone, a ja nadal trzymałem telefon przy uchu z lekko otwartą buzią. Nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie usłyszałem, czułem jak oczy zaczynają mnie szczypać, rzuciłem telefonem i schowałem twarz w rękach, przecież to niemożliwe!
- Co się stało? - spytała siadając obok mnie, nie byłem w stanie nic powiedzieć, ale się przymusiłem.
- Ciocia, wujek... oni... mieli wypadek, nie żyją. W szpitalu jest mój kuzyn, muszę po niego jechać, 20 kilometrów za miasto. - mój głos drżał.
Julia nic nie powiedziała, tylko mnie przytuliła. Z oka wypłynęła jedna łza, którą szybko otarłem, nie mogę teraz płakać, muszę być twardy.
- Pojadę z tobą. - szepnęła.
Kiwnąłem głową, chwyciłem ją za rękę i ruszyliśmy biegiem w stronę mojego domu. Wsiedliśmy do mojego samochodu i ruszyliśmy do szpitala za miastem, bałem się w jakim stanie jest Ksaw. Po jakiś 10 minutach byliśmy na miejscu, wybiegliśmy z samochodu i pośpiesznym krokiem weszliśmy do szpitala, poszliśmy prostu do recepcji. Tam uzyskaliśmy informacji, Ksawery był na sali segregacji, Julia została w poczekalni a ja wszedłem na salę. Widać było że chłopak jest przybity, nie dziwię się. Podszedłem do niego, pielęgniarka zakładała mu plaster na łuk brwiowy, a na ręce miał bandaż. 
- Musisz poczekać w poczekalni, będziemy pobierać krew a po wynikach będziesz mógł go zabrać. - zwrócił się do mnie lekarz.
Kiwnąłem głową i wyszedłem, po czym usiadłem obok Julii.
- I co? - spytała.
- Robią mu badania krwi. Mówili że próbowali ich ratować, ale od początku było wiadomo że nie przeżyją. - powiedziałem. - Oni się mną opiekowali, gdy rodzice mieli mnie gdzieś... gdyby nie oni... - nie dokończyłem a do oczu napłynęły mi znów łzy.
- Musisz być twardy, dla niego. - powiedziała.
Ma rację, muszę mu pokazać, że może na mnie liczyć. Byłem Julii wdzięczny. Po chwili lekarz wyprowadził Ksawerego, podszedł do nas a lekarz zniknął.
- Jak się trzymasz? - spytałem kładąc mu rękę na ramieniu.
- Dam radę. - stwierdził.
- To jest Julia, moja koleżanka. Julia. Julia, to jest właśnie mój kuzyn Ksawery. - przedstawiłem ich. Dziewczyna uśmiechnęła się do chłopaka, a on do niej. - To może we trzech pojedziemy coś zjeść, a później pojedziemy po twoje rzeczy, ok? - zaproponowałem.
- A dostanę co tylko będę chciał? - uśmiechnął się.
- Jasne. - odwzajemniłem uśmiech. - Masz ochotę? - zwróciłem się do Julii.

~~Julia?~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz