piątek, 13 lutego 2015

Od Alana do Julii (C.D)

Ja pierdziele, przecież nie będę tu siedział przez tydzień, a może i nawet kilka! Nie ma mowy. Przecież ja tu dostanę załamania nerwowego, muszę stąd wyjść i iść na trening bo inaczej trener mnie zabije. No właśnie, a co z Aleksem? Kto się nim zaopiekuje? Po jakimś czasie wróciła do mnie lekarka.
- Poinformować kogoś z twojej rodziny? - spytała.
- Nie. - powiedziałem krótko.
- Dobrze by było, gdyby ktoś jednak przyjechał.
- Nie, nikt nie przyjedzie. Zadzwonię tylko do kolegi żeby zajął się moim psem. - powiedziałem wyciągając z kieszeni telefon. 
Dziewczyna westchnęła i znów odeszła, zadzwoniłem do Kuby żeby przyjechał do mnie po klucze do mieszkania i żeby wziął Aleksa do siebie, powiedział że zaraz będzie. Tak jak powiedział, tak i się stało, po kilku nastu minutach był w szpitalu. Dałem mu klucze i wyjaśniłem co gdzie jest.
- A kiedy stąd wyjdziesz? - spytał siadając na krześle.
- Nie wiem, lekarka mówiła że nie za szybko, ale ja nie mam zamiaru tu siedzieć dłużej niż dwa dni. - powiedziałem stanowczo. - Wnerwia mnie to miejsce. - chłopak się zaśmiał.
- A tak właściwie, to co ci jest?
- Właściwie to nic. Mam stłuczoną rękę i obrzęk klatki piersiowej. - westchnąłem.
Chłopak pokiwał głową. Chwilę porozmawialiśmy a później on poszedł do siebie, a ja znów zostałem sam. Ale to lepiej, nie chcę denerwować taty.
- To był twój brat? - spytała lekarka, zjawiając się nie wiadomo skąd.
- Tak, no... nie zupełnie. To skomplikowane. - stwierdziłem.
Minęły dwa dni, czułem się coraz lepiej, stwierdziłem że już mogę stąd wyjść. Wypisałem się, daje słowo że kolejnego dnia bym tam nie wytrzymał, to miejsce przywołuje złe wspomnienia, a wychodzenie tylko do toalety pod okiem pielęgniarki mnie dobijało. Kilka dni później w parku trenowałem z Aleksem sztuczki, aby się nie rozbrykał. Po jakimś czasie wziąłem go na ręce i zacząłem kierować się w stronę domu, wpadła na mnie jakaś dziewczyna.
- Oj, przepraszam bardzo. - powiedziała odgarniając włosy z twarzy.
- Nic się nie stało. - powiedziałem i podniosłem jej torebkę, po czym oddałem ją jej. - A zaraz... to ty jesteś Julia, ta lekarka ze szpitala. - uśmiechnąłem się.
- O proszę, mój najbardziej uparty pacjent. - odwzajemniła uśmiech.
- Oj daj spokój, nie byłem taki zły. Wiem, że są gorsze przypadki. - zaśmiałem się pod nosem i ponownie wziąłem na ręce Aleksa, ponieważ ciągnął mnie do innych psów. - Może dasz się zaprosić na koktajl? - zaproponowałem.

~~Julia?~~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz