- Lewis, coś jest z kółkiem - spojrzała na Lidię. - Dzień dobry.
- Dzień dobry - odparła uśmiechnięta Lidia.
- Coś? Ktosiek nie jeździ? Pokaż - wziąłem deskę, przejechałem wszystkimi kółkami po ręce. - Wszystko z nimi dobrze. A pewnej osobie, o imieniu Isabell nie chciało się jeździć i znalazła słabą wymówkę.
- Wymówka jak każda inna - odparła dziewczynka. - Idziemy?
- Siedzimy? - zapytałem.
- Gdzie? - zapytała.
- Tu - wziąłem ją na kolana, deskę miałem pod nogą. - Lidio to moja córka Isabell, Prim to Lidia, taka miła pani studentka.
- A wyrwałeś z tą córką... Pani biega?
- Troszeczkę, ale twój tatuś - powiedziała to robiąc cudzysłowie - mnie zatrzymał.
- Jak?
- Swoim cudownym wdziękiem przystojnego mężczyzny - zaśmiałem się.
- Jakbyś jeszcze był przystojny - odparła Isa, a Lidia zaczęła się śmiać.
- No wiesz, dziękuję - odparłem do małej.
(Lidia?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz