Gdy Mikołaj wyszedł zamknęłam za nim drzwi po czym udałam się z powrotem do łazienki. Właśnie wychodziłam z pod prysznica kiedy usłyszałam ponowne pukanie. Nie ukrywam, że byłam nieco tym zaskoczona.
- Chwila! - krzyknęłam zakładając na siebie niebieską koszulę nocną. Nawet nie pomyślałam o szlafroku, po prostu otwarłam drzwi
- To znowu ja - powiedział chłopak, który kilka minut temu wychodził z mojego mieszkania. Był praktycznie cały we krwi. Patrzyłam na niego zdziwiona, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć.
- Wejdź, mam apteczkę - powiedziałam w końcu wpuszczając go do siebie. Bez namysłu udałam się do kuchni, biorąc całą apteczkę i wodę. - Usiądź - nakazałam krótko siadając obok, zaczęłam powoli przemywać jego rany. Oboje milczeliśmy - Powinnam pytać co się stało? - odezwałam się w końcu opatrując teraz tył jego głowy, na szczęście nie wymagało to szycia
- Ktoś mnie zaatakował to się broniłem - wzruszył jedynie ramionami
- Powinieneś iść z tym do lekarza - oznajmiłam przyklejając ostatni plaster - I chociaż nie powinieneś u mnie spać, to odstąpię Ci moją kanapę
- Zamówię taksówkę
- Nie - powiedziałam wstając i patrząc na niego - Jeśli znowu Cię ktoś zaatakuje będzie na mnie - westchnęłam - I tak mam za dużo problemów - powiedziałam jakby do siebie - Przyniosę pościel, nie wychodzisz z tego pokoju aż do rana, otworzysz jedną szafkę, a wylecisz przez okno, okej - ruszyłam do góry po poduszki i pościel
( Mikołaj?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz