sobota, 28 lutego 2015

Od Wiktorii do Michaela (C.D)

- Oczywiście, rodzina na pierwszym miejscu. - z mojej buzi nie schodził uśmiech.
- W takim razie, do zobaczenia. - opuścił moje mieszkanie.
Zamknęłam za, nim drzwi. Odkąd zostałam napadnięta w swoim domu, zawsze upewniam się, że drzwi są szczelnie zabarykadowane. Nadal byłam zmęczona.. Lecz świadomość podpowiadała mi, aby napisać kolejne rozdziały mojej książki. W sumie, to był mój obowiązek. Podjęłam się pracy nad książką, to teraz muszę, to skończyć. Niestety, zupełnie nie miałam pomysłu, jaki miałby być ciąg dalszy. Zaczęłam nerwowo się rozglądać, aby nabrać weny. Wyjrzałam przez okno. Niebo było tak blisko mnie, jakby wyciągnięciem ręki mogła je dotknąć. Były, to tylko złudzenia, kiedy bym się wychyliła .. na pewno spadła. Lot musiałby być, czymś cudownym, ale upadek skończyłby się śmiercią. Pojawiła się tęcza.. Była, to dla mnie nadzieja. Każde zdarzenie, które zachodzi w przyrodzie jest, czymś pięknym.. Pięknym, to zbyt mało wartościowe słowo, aby to opisać. Natchniona usiadłam do komputera i zawzięcie pisałam. Zmogła mnie senność i wycieńczenia. Udałam się do kuchni, aby coś zjeść. Nie mogłam nic przełknąć. Gdy skosztowałam kęs, od razu zrobiło mi się niedobrze. Wypiłam jedynie wodę. Bezwładnie opadłam na łóżko i usnęłam. Wstałam dość wcześnie, dzisiaj postanowiłam nie pójść do pracy.. nie byłam na siłach. Listonosz przyniósł mi listy od moich wiernych fanów i czytelników. Przeczytałam wszystkie i na każdy udzieliłam odpowiedzi. Zorientowałam się, że Michael za pewne przyjdzie po pracy. Wypadałoby przygotować jakiś posiłek. W gotowaniu nie jestem za dobra, natomiast w pieczeniu odnajduję się idealnie. Przygotowałam, więc Beouf Strogonoff, jedno z dań rosyjskiej kuchni.. Wszystkie potrawy miałam w jednym paluszku. Wyrobiłam się akurat, chociaż żałowałam, że nie upiekłam czegoś jeszcze. W domu rozległ się dźwięk dzwonka. Otworzyłam drzwi na oścież. Witając gościa uśmiechem.

~~Mike?~~

Od Alana do Julii (C.D)

Wieczorem pojechałem zawieść ojca i Ksawerego na lotnisko, muszę przyznać, że będzie mi go brakować. Ale przecież nie rozstajemy się na zawsze. Będąc w domu, zauważyłem Julię, dobijała się do drzwi.
- Raczej nikt ci nie otworzy. - powiedziałem, a ta gwałtownie obróciła się w moją stronę.
- Alan... - zaczęła cicho.
Otworzyłem drzwi i weszliśmy do środka. Obiecałem sobie, że więcej nie będę gadał o pracy, przemyślenia zostawię dla siebie. Zamknąłem za nami drzwi, po czym oparłem się o nie.
- Przepraszam... - powiedziałem po raz kolejny, spuszczając wzrok.
- To ja przepraszam, nie potrzebnie na ciebie naskoczyłam. - westchnęła.
- Ale ja się nie gniewam. - lekko się uśmiechnąłem i przytuliłem dziewczynę.

~~Julia?~~

Od Julii do Alana (C.D)

" Brakuje mi Ciebie "

Kiedy Alan wyszedł, wściekła udałam się do pracy. Nie mogłam się skupić, nie mówiąc już o normalnym funkcjonowaniu. Wszystko się we mnie gotowało, kipiałam ze złości. W szpitalu również mi się na darzyło. Próbowałam tłumić emocje, lecz na marne. Pełna dysforii nawrzeszczałam na pacjenta, a podczas operacji zrobiłam coś nie tak. Rozpłakana zdjęłam maskę, czepek i pobiegłam do pokoju lekarskiego. Gdzie usiadłam w koncie i zaczęłam gorzko płakać. Na horyzoncie pojawił się Bruno, pracuję, z nim. Jest wybitnym chirurgiem, a zarazem młodym. Chyba mnie dostrzegł, gdyż podszedł i usiadł obok.
- Coś się stało? - spytał.
- Nic. - powiedziałam cicho.
- Przecież widzę, mi możesz ufać.
Faktycznie, był prawdziwym przyjacielem, kiedy już powierzy się mu sekret.. można być pewnym, że go nie zdradzi. Jest również pomocny i uczynny, zawsze wesprze, doradzi. Muszę przyznać, że bardzo go lubię.
- Wiem.. - patrzyłam  w dal, głównie akwarium.. niby nic tam nie było ekscytującego, ale dla mnie była to najbardziej fascynująca rzecz w pomieszczeniu. - Pokłóciłam się z moim chłopakiem. - wyjaśniłam, najprościej jak umiałam. - Chodzi mu o pracę, uważa, że za dużo pracuje .. a- ale wcale tak nie jest. - okłamywałam, samą siebie. - Przez, to nie mogę się wykonywać moich zajęć, tak jak należy.. Niepotrzebnie oskarżyłam pacjenta, a później posunęłam się o krok za dużo podczas operacji.
- On ma racje. - stwierdził. - Trzymam jego stronę.. Przydałby Ci się odpoczynek. Zresztą, sama widzisz, że w takim stanie nie możesz pozostać w szpitalu.
- Jestem zagrożeniem dla pacjentów, wiem.
- Właśnie, udaj się do domu i może, gdzieś wyjedź z Alanem.. 
- Wreszcie powiedziałeś poprawnie jego imię. - zaśmiałam się. - Twoje rady są bezcenne ..
- Po prostu, patrzę na życie jako człowiek.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego. 
- Dziękuję.
Powiedziałam, ruszając w stronę drzwi. Odwróciłam się na pięcie i spojrzałam w stronę Bruna.
- Mógłbyś powiedzieć ordynatorowi, że..
- Pewnie! - uśmiechnął się. - A, Ty wracaj do domu.
Odwzajemniłam gest i zamówiłam taksówkę. Pod szpital podjechał żółty samochód. Podałam adres mieszkania Alana, chciałam się, z nim zobaczyć, ale co do wyjazdu nie byłam jeszcze pewna..

~~Alan?~~

Od Michaela C.D. Wiktorii

Uśmiechnąłem się szeroko, widząc jej zakłopotanie swoim pytaniem.
- Nawet gdybyś mnie o to nie poprosiła, wpadałbym i tak, by zobaczyć, czy wszystko z Tobą w porządku - zaśmiałem się. - Czuję się odpowiedzialny za to, że się tak źle czujesz, gdyż to w końcu ze mną byłaś w tej restauracji... - mruknąłem. - Tylko nie mam pojęcia, czy będę mógł wpaść rano, czy dopiero po pracy...
Wiki roześmiała się.
- To przecież nic nie szkodzi - zaśmiała się cicho.
Skinąłem lekko głową.
- W takim razie mi pasuje. Musze jeszcze mieć trochę czasu dla Tegan, bo niedługo zacznie mnie nie poznawać, tak często nie ma mnie w domu - mruknąłem rozbawiony.

(Wiki?)

Od Aleksa do Emily c.d

Po dość długim spacerze po plaży, odprowadziliśmy psy do domu a sami, poszliśmy do sklepu z filmami, wybraliśmy jakiś horror, przygodowy, fantastyczny i komediowy. Chyba czeka nas wieczór filmowy. - zaśmiałem się w duchu. W sklepie kupiliśmy popcorn, wracając do domu, weszliśmy do kawiarenki. Zamówiliśmy sobie koktajle z pomarańczy a do tego po preclu.
- Nie pijasz kawy? - spytała.
- Nie, nie lubię. - lekko się skrzywiłem. Akurat w tym momencie przynieśli nasze zamówienie. - A ty? - spytałem.

Emily?

Od Alana do Julii (C.D)

- Do cholery, czemu ty jesteś taka uparta?! Chcę dobrze, ale oczywiście wychodzi źle. Może najlepiej dam ci spokój? - powiedziałem podniesionym głosem i zacząłem zbiegać ze schodów.
Puściły mi nerwy, przecież ja chcę dla niej jak najlepiej. Aby o tym zapomnieć, ruszyłem do sklepu 4f. Jeśli ona nie chce jechać, pojadę sam, może przyda nam się trochę swobody. Będąc w sklepie, trudno było mi się zdecydować, co kupić. Ostatecznie wybrałem kurtkę snowboardową, kask snowboardowy, kominiarkę, gogle, rękawiczki, specjalne buty i co najważniejsze, deskę. Bardziej opłaca się kupić, niż wypożyczać. A moja stara, została u ojca.
Gdy zapłaciłem, zapakowałem swoje nowe rzeczy do samochodu i ruszyłem do domu. Tam, poukładałem wszystko w szafie, tylko czekały na wyjazd, już się nie mogłem doczekać. Mam nadzieję, że Julia się zdecyduje i jednak pojedzie ze mną.

~~Julia?~~ Porfesjonalny sprzęt x3

Wyniki konkursu Walentynkowego.

Zatem prac zostało nadesłanych mało, więc postanowiłam, że nie będę ich tu prezentować.. Mam nadzieję, że w następnym konkursie postaracie się bardziej. ;)
Co do wyborów...
Oddzielne były wybory miss i mistera, na podium stają...

Misterem zostaje ..
Mal
  Gratulujemy !

II miejsce zajmuje..
Alan
Również Gratulujemy !

III miejsca zajmują, egzekwo ...
Maks i Michał
Gratulujemy !

Miss zostaje...
Miranda
Gratulacje !

II miejsce zajmuje..
Julia
Również Gratulujemy !

III miejsce zajmuje..
       Jenny
Gratulujemy !

**
Zamierzamy wprowadzić nowy konkurs, nowe zmiany na Blogu..
Jakie one będą zależy od Was.
Propozycje na nowości, konkursy -- zgłaszajcie w komentarzach.

Od Emily do Aleksa cd

Cieszyłam się, że tak potoczyła się moja znajomość i Aleksa.
Byłam teraz z przystojnym mężczyzną, więc czego mogłam chcieć więcej? Zastanowiłam się przez chwilkę.
-Może jakiś film?
-Znowu? - Zaśmiał się.
-Tylko nie w kinie i nie romantyczny? Może być? - Zapytałam patrząc w oczekiwaniu na odpowiedź. Cóż ostatni film był super, ale nie należę do dziewczyn które uwielbiają filmy romantyczne.
-Dobrze. - Zaśmiał się.
Aleks?

Od Julii do Alana (C.D)

" Może i masz rację.."

Wstałam rano i wyprowadziłam psy na spacer. Wróciwszy zabrałam się za przygotowanie śniadanie. Zbytnio nie lubię jeść na mieście .. Duża ilość osób, nie pozwala mi się odprężyć i delektować jadłem. Czuję się, wtedy taka osaczona.. Zapełniwszy żołądek, zabrałam się za przygotowanie do operacji. Miałam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam, że go nie zmarnuję. Kiedy na zegarze wybiła dwunasta, poczęłam się szykować do pracy. Ubrałam się, jak należy. Zabrałam wszystkie potrzebne rzeczy. Byłam gotowa do wyjścia, lecz u drzwi zastałam Alana. Nie powiem, trochę ucieszył mnie jego widok. Może, i to odpowiedni moment, aby przyznać się do winy.
- To, ja przepraszam.. - spuściłam wzrok. - Zachowałam się jak dziecko.. Masz rację. - przyznałam.
- Ja się tylko, o Ciebie troszczę.
- Doceniam to, ale ja już nie potrafię żyć bez pracy.
- Powiem Ci prawdę, nie obrażaj się.. Uzależniłaś się i konieczna jest ta terapia.
 - Wiesz, jak ciężko jest mi się przyznać, że nie miałam racji. - westchnęłam.
- W szpitalu, na pewno macie dobrego psychologa. 
- O, nie! - powiedziałam pełna buntu. - Moja duma mi na to nie pozwala! Możesz mnie zaciągnąć tam siłą, ale i tak nie zamierzam się poddać tej cholernej terapii. Nigdy!

~~Alan? Przyda się trochę kłótni. :3~~

Od Wiktorii do Michaela (C.D)

Michael miał bardzo szykowany samochód... Kiedy patrzę na nowoczesne auta od razu moje serce się raduje, a zarazem żałuję, że nie zdałam prawa jazdy. No cóż, jakoś zawsze myli mi się prawa z lewą i nie mogę spamiętać tych wszystkich znaków, przepisów. Jazda sprawiła mi przyjemność, tylko szkoda, że trwała tak krótko. Po chwili znaleźliśmy się przed moim blokiem.
- Dla bezpieczeństwa odprowadzę Cię pod same drzwi, aby nic Ci się nie stało.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
Wjechaliśmy windą na sam szczyt. Moje mieszkanie znajduje się na 8 piętrze. Z okiennic mam bardzo ładne widoki, choć czasem wydaje mi się wszystko tak małe. Przeraża mnie odległość od ziemi, czasem marzę, aby mieszkać na parterze, no, ale cóż.. Muszę przyznać, że jest tu mnóstwo przestrzeni dla wyobraźni, dlatego też łatwiej mi się tu pracuje.
- Może wejdziesz na herbatę? - zaproponowałam.
- Chętnie, ale na chwilę.
Otworzyłam drzwi i zaprosiłam gościa do salonu. Znalazłszy się w kuchni, uświadomiłam sobie, że nie spytałam się o wymagania. Niestety, nie mam cukru ani żadnych przypraw słodzących, gdyż zwyczajnie nie są mi potrzebne. Przygotowałam napój, najlepiej jak umiałam. Gdy już gotuję, chcę, aby potrawy wypadły, jak najlepiej, nawet, jeśli jest to zwykła herbata. Wróciłam, niosąc dwie filiżanki.
- Wybacz, ale nie mam nic, czym mogłabym osłodzić gorący napój. - westchnęłam.
- Nic, nie szkodzi. - uśmiechnął się.
Odwzajemniłam gest i upiłam łyk.
- Muszę już iść, herbata była przepyszna. Dziękuję. - powiedział, zabierając swoje rzeczy.
Zebrałam całą odwagę i przemogłam się..
- Może, jakbyś mógł, to... odwiedziłbyś mnie jeszcze? - spytałam niepewnie.. onieśmielona, spuściłam wzrok.

~~Mike? Mam nadzieję, że trafiłam z autem i herbatą..~~

Od Alana do Julii (C.D)

Jezu, przecież ja nie chciałem źle, tak? Ludzie oczekują szczerości, a później się za nią obrażają. Nigdy tego nie zrozumiem. Gdy Julia odrzuciła moje połączenie, walnąłem ręką w ścianę, przez co pokaleczyłem sobie kostki od palców. Westchnąłem i opadłem na kanapę, nie wiem kiedy, usnąłem.
**Następnego dnia rano**
Obudził mnie telefon, miałem nadzieję że to Julia, ale niestety nie.
- Mam nadzieję że nie obudziłem.
- Czego chcesz Krystian? - spytałem zaspany.
- Mamy o 11 trening. - powiedział i się rozłączył.
Wstałem, wziąłem prysznic i przebrałem się w skrót sportowy. Nie miałem czasu na śniadanie, wybiegłem z domu, kierując się prosto na boisko. [...] Po treningu, wróciłem do domu, wziąłem prysznic i się przebrałem. Następnie ruszyłem pod dom Julii, ja tego tak nie zostawię, mam nadzieję że nie będzie w pracy [...] Zapukałem do drzwi i oparłem się o futrynę, po chwili w drzwiach stanęła Julia.
- Przepraszam, nie chciałem cię urazić. - powiedziałem.

~~Julia?~~

Od Julii do Alana (C.D)

"Urlop?"

Popatrzyłam na niego zaskoczona. Przecież jest środek zimy, co prawda niektórzy mają ferie, ale nie ja. Jako lekarz, nie mogę sobie pozwolić na zaniedbywanie obowiązków i olewanie pracy, wyjeżdżając sobie na wczasy. Nie powiem, propozycja była kusząca, ale praca jest dla mnie bardzo ważna.  Chciałabym spędzać więcej czasu z Alanem, ale w szpitalu również .. W końcu nie wszystko można mieć.
- Ty, to potrafisz zagospodarować czas. - mruknęłam.
- Nie widzę entuzjazmu, nie cieszysz się?
- Cieszę, cieszę. - odparłam głucho. - Jako chirurg muszę być ciągle dyspozycyjna. - wyjaśniłam.
- Czyli nie jedziesz ..  - stwierdził zawiedziony.
- Jeszcze nie wiem ... Muszę, to przemyśleć.
- Stanowczo za dużo pracujesz.
- Niestety, taka praca. - westchnęłam. - Potrzebuję więcej czasu, aby podjąć decyzję.. Chwile z Tobą, to najpiękniejszy czas w moim życiu. Ale.. nie wiem, jak ja wytrzymam bez operacji i wszystkich innych zajęć.. choćby tej roboty papierkowej.
- Jesteś pracoholiczką.. Przydałaby Ci się jakaś terapia, najlepiej weź urlop.
- Nie jestem! - zachowałam się jak dziecko i oburzona wybiegłam z domu.
Nocne spacery najlepiej robią i pomagają podjąć decyzje. Poczułam, że wibruje mi telefon. Sięgnęłam do kieszeni... Na ekranie wyświetliło się, że dzwoni do mnie Alan.  Nie odebrałam połączenia. Udałam się do swojego mieszkania, gdzie spędziłam noc. Myślałam dużo nad tą rozmową.  Może i on ma trochę racji, ale na pewno nie dam mu tej satysfakcji i mu nie powiem. A, może jednak przyznam, że się myliłam..

~~Alan?~~

Od Aleksa do Emily c.d

Bałem się, że ona nie czuje do mnie tego, co ja do niej, ale na szczęście nie. Wiem że nie znamy się za długo, ale ja po prostu czuję, że to jest ta jedyna. Przytuliłem się do Emily. Po chwili ściągnęliśmy buty i ruszyliśmy wzdłuż plaży, a woda podmywała nasze stopy.
- Co dziś chciała byś robić? - spytałem obejmując ją.


Emily? Krótkie troszkę :/

Od Emily do Aleksa cd

Kiedy przestaliśmy się całować chłopak patrzył na mnie. W jego oczach widziałam strach przed tym co powiem. Przyciągnęłam go bliżej siebie. Czułam jak wali mu serce, albo było to moje... Nastąpiła chwila ciszy. słyszeliśmy tylko szum fal.
-Też Cię kocham. - Wyszeptałam. Wyraz jego oczu zmienił się z przerażonych na pełne szczęścia.
Uśmiechnął się do mnie.
-Uwielbiam ten Twój uśmiech. - Pocałowałam go.
Aleks?

Od Aleksa do Emily c.d

Jak na nią patrzę, czuję się dziwne... czyżbym się zakochał? Niestety, cudowną chwilę przerwał Devil, ciągnąc mnie za nogawkę. Westchnąłem i wziąłem szczeniaka na ręce. Ten zaczął szczekać, dziewczyna się zaśmiała i zaczęła głaskać zwierzaka. Po jakimś czasie puściłem go, a ten z powrotem poleciał do Ashera. Wstaliśmy, zapięliśmy psy na smycz i ruszyliśmy nad plażę. Tam usiedliśmy na piasku i wpatrywaliśmy się w fale. Może to nie jest idealne miejsce, ale ja muszę to powiedzieć, bo ktoś mnie jeszcze wyprzedzi. Wstałem i kucnąłem przed dziewczyną, złapałem ją za ręce.
- Muszę ci coś powiedzieć... - zacząłem.
- Co takiego? - uśmiechnęła się.
- Kocham Cię. - szepnąłem po czym pocałowałem.


Emily?

Od Emily do Aleksa cd

-Tego nie mówiłeś. - Odwzajemniłam uśmiech. Po czym chłopak pocałował mnie w czoło a ja przytuliłam się do jego torsu.
-Mówiłam Ci już, że mogłabym tak siedzieć całą wieczność? - Podniosłam wzrok na niego.
-Nie. - Nachylił się, stykaliśmy się czołami patrząc sobie głęboko w oczy. Ciszę przerwał Devil, ciągnąc chłopaka za nogawkę. Zaśmiałam się widząc jaki wysiłek wkładał w to aby udać dużego i silnego.
Aleks?

piątek, 27 lutego 2015

Od Aleksa do Emily c.d

- Owszem, ładnie. Choć zdecydowanie wolę zimę. - stwierdziłem.
- Nie dziwię się, tyle lat wśród śniegu... - westchnęła.
Przytaknąłem cicho. Doszliśmy do parku, tam usiedliśmy na ławce po czym spuściliśmy szczeniaki ze smyczy. Te zaczęły się ganiać, lecz wiedzą, że muszę mieć ich w zasięgu wzroku więc nie odbiegały za daleko. Chwyciłem dziewczynę za rękę, a ta momentalnie skierowała wzrok na mnie. Po raz kolejny spojrzałem w jej piękne oczy.
- Mówił ci już ktoś, że masz piękne oczy? - uśmiechnąłem się uroczo.

Emily?

Od Emily do Aleksa cd

Podniosłam się i spojrzałam na chłopaka.
-Z Tobą zawsze.
Poszłam na górę i się przebrałam zajęło mi to dosłownie chwilkę.
-Idziemy? - Aleks stał przy drzwiach z psami na smyczy.
-Oczywiście.
Wyszliśmy z domu i powoli ruszyliśmy przed siebie. Chłopak podał mi ramię abym mogła się go złapać.
-Ładna pogoda dzisiaj. - Zaczęłam rozglądać się wokół, a psy zaczęły szaleć jak to szczeniaki.
Aleks?

Od Aleksa do Emily c.d

Słuchałem jej z zaciekawieniem, lubię poznawać historie innych, ale swojej nie lubię opowiadać. A niestety, drugie osoby żądają ode mnie tego samego.
- No widzisz, ale w sumie dobrze że się tak skończyło. - uśmiechnąłem się.
Nagle zadzwonił mój telefon, oczywiście była to siostra. Mam z nią dobry i częsty kontakt, zupełnie jak z bratem. Odebrałem.
- Aleks, wchodź na skype, szybko! - powiedziała podekscytowana.
- Ale coś się stało? - spytałem.
- Tak jak by, ale nie martw się, to nic strasznego. - wytłumaczyła.
- Wiesz teraz nie mogę... - westchnąłem.
- Dlaczego?
- Nie ma mnie w domu.
Dziewczyna westchnęła, najwyraźniej bardzo jej na tym zależało, ale trudno.
- Dobra, do jutra. - powiedziała radośnie i się rozłączyła.
Ciekawe co przed to "do jutra" miała namyśli. Ale nie będę tym sobie teraz zaprzątał głowy. Schowałem telefon do kieszeni.
- Kto to? - spytała.
- Siostra. Nic wielkiego. - lekko się uśmiechnąłem. - Masz może ochotę na spacer? Dasz radę? - spytałem.

Emily?

Od Emily do Aleksa cd

Asher się przebudził i zaczęłam go głaskać. Odetchnęłam głęboko, spojrzałam na chłopaka aby dodać sobie odwagi.
-Moja matka jest Rosjanką, a tata pochodzi z Polski. Wychowywałam się w okolicach Moskwy do swoich piętnastych urodzin. Później brat,  wywiozła mnie do Madrytu. Tam nauczyłam się robić tatuaże oraz wybiło mnie kilka osób jako prywatną trenerkę. Z ojcem nie utrzymuję kontaktu bo uciekł od nas jak się urodziłam, a z mamą rozmawiam co jakiś czas. Z bratem tak co kilka dni. Raz brałam udział w zawodach parkour. - Uśmiechnęłam się i oparłam głowę o oparcie sofy.
-Tyle tak ogółem. - Uśmiechnęłam się. - Kto by pomyślał, że dziewczynka z Rosji dotrze aż tutaj?
Aleks?

Od Aleksa do Emily c.d

Uśmiechnąłem się. Miło było to słyszeć, miło było czuć się potrzebnym.
- Boli cię? - spytałem.
- O wiele mniej. Myślę że dziś będę mogła bez problemu chodzić. - uśmiechnęła się.
- Zobaczymy. - odwzajemniłem uśmiech. - Pójdę do domu się przebrać i zaraz wrócę. - powiedziałem.
- Okey. - odpowiedziała.
Wstałem i wyszedłem z mieszkania. Ruszyłem szybkim krokiem do domu, tam wziąłem prysznic, umyłem zęby i się przebrałem. Założyłem białą koszulkę, bejsbolówkę i jeansy.

Wyszedłem z mieszkania i ruszyłem z powrotem do domu Emily. Będąc na miejscu, Emily siedziała na kanapie i oglądała telewizję, a obok niej leżały dwa szczeniaki, również usiadłem.
- Opowiesz mi coś o swojej przeszłości? - spytała. Westchnąłem.
- Skoro chcesz... urodziłem się w Hiszpanii a dokładniej w Madrycie. Mam siostrę i brata, jak miałem osiem lat, nasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Przez kilka dni byliśmy w domu dziecka, ale widząc że jesteśmy totalnie rozwaleni psychicznie, wezwali wujka który się nami zaopiekował. Przeprowadziliśmy się do Grenlandi, tam gdzie on mieszkał. No głównie tak nauczyłem się jeździć na snowboardzie, zdarzyło mi się wystartować w jakiś zawodach. Ale to wszystko kosztem rodziców? Nie dziękuję. - westchnąłem. - Teraz twoja kolej. - lekko uniosłem prawy kącik ust.

Emily?

Od Emily do Aleksa cd

Obudził mnie przyjemny głos Aleksa. Otworzyłam oczy, on usiadł obok mnie i przyniósł mi śniadanie.
-Uwielbiam takie śniadania. - Posłałam mu uśmiech i wzięłam jedną z kilku kanapek. - Jedz.
-To dla Ciebie.
-A ja się z Tobą teraz dzielę, jedz.
Wziął kanapkę i zaczęliśmy jeść. Po skończonym posiłku Aleks odstawił na bok tackę i położył się. Przysunęłam się do niego i wtuliłam jak wczoraj.
-Dziękuję, że jesteś. - Wyszeptałam patrząc mu w oczy i delikatnie pocałowałam.
Aleks?

Od Aleksa do Emily c.d

- Chyba prześpię się w tym, czym siedzę. - stwierdziłem.
- Jak chcesz, uśmiechnęła się.
Poszedłem do salonu, położyłem się na kanapie. Nie potrzebowałem żadnego koca, ponieważ byłem dość ciepło ubrany. Zamknąłem oczy i momentalnie usnąłem, to przez te nadmierne dzisiejsze przeżycia. Obudziłem się wcześnie, ewidentnie Emily jeszcze spała. Wstałem, wszedłem do łazienki i przemyłem twarz, po czym zacząłem robić śniadanie. Przyżądziłem kanapki z sałatą, pomidorem i ogórkiem. Nie wiem czy będzie to jej smakować, ale tak właśnie wygląda moje codzienne śniadanie, nie zbyt wiedziałem co zrobić. Zapukałem do pokoju dziewczyny po czym wszedłem do środka.
- Hej, jak się spało? - uśmiechnąłem się.

Emily?

Od Emily do Aleksa cd

Wtuliłam się w niego. Serce zaczęło mi bić szybciej, jego także przyśpieszyło. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Leżeliśmy tak chwilkę w ciszy.
-Chcesz się przebrać? - Zapytałam podnosząc głowę.
-Nie zmieszczę się w Twoje koszulki czy też jeansy. - Zaśmiał się.
-Ale zmieścisz się w dresy mojego brata tak samo jak w jego koszulkę.
Nie musiał nic mówić. Jego mina mówiła sama za siebie. "Co Ty gadasz dziewczyno?". Podniosłam się z pomocą chłopaka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej szare spodnie dresowe i czarną koszulkę.
-Jakiś czas temu odwiedził mnie mój brat, Arthur. Zapomniał tego zabrać ze sobą. - Podeszłam do Aleksa i podałam mu ubrania. - Możesz się przebrać i spać w tym albo spać w tym czym siedzisz. - Uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam w policzek.
Aleks?

Od Aleksa do Emily c.d

Po moich słowach dziewczyna się uśmiechnęła. Zacząłem głaskać Ashera, który właśnie ułożył się wygodnie na moich kolanach. Nie wiem co w nie wstąpiło, za zwyczaj nie są takie spokojne. Istne diabły. Po dość długim czasie, oboje zrobiliśmy się senni. Emily poszła się przebrać do łazienki, a ja nakarmiłem psy - jak zawsze przed spaniem. Nagle usłyszałem że dziewczyna mnie woła, wszedłem do sypialni i podszedłem do łóżka, na którym leżała. Próbowała się podnieść.
- Nie wstawaj. Co się stało? - spytałem.
- Nic. Jak nie mogę wstać, to ty chodź tu. - poklepała miejsce obok siebie.
Położyłem się obok dziewczyny, a ta się do mnie przytuliła. Objąłem ją i pocałowałem w czoło.


Emily? Też troszkę :P

Od Emily do Aleksa cd

-Nie dziękuję. - Uśmiechnęłam się. Devil próbował wskoczyć na sofę, troszkę mu pomogłam. Był uroczy. - Śliczne pieski.
-Dziękuję. - Aleks usiadł obok mnie. Przez chwilkę patrzyliśmy jak szczeniak zasypia przy moim boku. - Kto by pomyślał, że nasza znajomość tak się potoczy. - Przeniosłam spojrzenie na chłopaka i te jego cudne oczy.
-Ja się tego nie spodziewałem ale wiem, że nie żałuję.
Aleks? Brak twórczości z mojej strony :CC

Od Aleksa do Emily c.d

Uśmiechnąłem się.
- Skoro tak, to zaraz wrócę, nie podnoś się. Dosłownie zaraz będę. - powiedziałem, dziewczyna kiwnęła głową. Wyszedłem z mieszkania i pobiegłem do siebie. Zapiąłem psy na smycz, w plecak spakowałem puszkę chappie, dwie miski i po jednej zabawce dla każdego że by wiadomo - jak to szczeniaki - Nic nie narozrabiały. Ruszyliśmy do domu Emily, weszliśmy do środka, psy wąchały wszystko z zaciekawieniem.
- Gdy powiedziałeś zaraz, nie myślałam że to będzie tak dosłownie. - zaśmiała się.
Odłożyłem plecak i z zwierzakami podszedłem do kanapy, na której leżała Emily. Usiadłem na ziemi, jako pierwszego, na ręce wziąłem Devila.
- To jest Devil, a ten drugi to Asher. - powiedziałem uśmiechając się. - Chcesz coś zjeść, albo może pić? - spytałem.

Emily?

Od Emily do Aleksa cd

Uśmiechnęłam się do niego czule.
-Jeśli tego chcesz. - Objęłam go za szyję.
-Oczywiście, że tak. Wręcz nalegam.
Zaśmialiśmy się i wyszliśmy z budynku. Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do mnie. Na miejscu Aleks pomógł mi wejść do domu.
-Chcesz czegoś? - Zapytał pomagając położyć mi się na sofie.
-Wystarczy mi, że jesteś przy mnie.
Kiedy już się położyłam a chłopak się podnosił pocałowałam go w policzek. Uśmiechnął się do mnie.
-Aleks... - Zaczęłam.
-Tak?
-Mówiłeś, że masz dwa psy.
-No i?
-Jeśli się mną opiekujesz to możesz przyprowadzić swoje psiaki tutaj. Nie mam nic przeciwko temu aby tutaj były. - Złapałam go za rękę i spojrzałam mu w oczy.
Aleks?

Od Aleksa do Emily c.d

- Gdyby nie ja, teraz pewnie siedzieli byśmy w jakiejś restauracji. - westchnąłem.
- Ale teraz siedzimy tu i też jest fajnie, bo jesteś. - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłem gest i pocałowałem ją w rękę. Cieszę się, że nic jej nie jest, bo bym sobie chyba nie darował. Rozmawialiśmy o różnych sprawach, aż nagle podszedł do nas lekarz.
- Jak się czujesz? - spytał.
- Dobrze, jeszcze boli. - odpowiedziała.
- Po jutrze już powinno być dobrze, mam twój wypis. - powiedział i położył papier na łóżku. - To nic poważnego, wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się. - Jutro nie masz dyżuru, Góra przydzielił go komuś innemu. - zwrócił się do mnie i odszedł.
Pomogłem Emily wstać, zauważyłem, że każdy ruch sprawiał jej ból. Wpadłem na pewien pomysł.
- Trzymaj. - powiedziałem podając jej papiery.
Gdy dziewczyna je ode mnie wzięła, delikatnie wziąłem ją na ręce.
- Skoro jutro mam wolne, to się tobą zaopiekuję. Co ty na to? - uśmiechnąłem się.

Emily?

Od Emily do Aleksa cd

Otworzyłam oczy i leżałam w jakiejś sali a obok mnie siedział Aleks. Złapał mnie za rękę i zapytał jak się czuję.
-Boli mnie bok ale tak ogólnie to będę żyła, raczej. - Uśmiechnęłam się.
-A Ty jak się czujesz? Jak Twoje oczy? - Próbowałam się podnieść.
-Leż spokojnie jeszcze trochę wytrzymaj. - Uśmiechnął się uroczo i położył mnie z powrotem  na łóżko. - Czuje się dobrze moje oczy też.
-Dziękuję Ci.
-Za co?  - Trzymał mnie znowu za rękę.
-Za to, że tutaj siedzisz i za wieczór. - Uśmiechnęłam się już bardziej pogodnie do niego.
Aleks?

Od Aleksa do Emily c.d

Nie chciałem jechać do szpitala, ale nie byłem w stanie się sprzeciwiać. Będąc na miejsce jedna z lekarek, zabrała mnie na salę i zaczęła badać oczy. Tak jak myślałem, to nic poważnego, wystarczyło tylko przemywać oczy. Gdy czekałem na lekarkę, do sali wjechało łóżko z karetki a na nim leżała Emily, przeraziłem się, szybko wstałem i podbiegłem do niej.
- Co się stało? - spytałem zdenerwowany.
- Sam chciałbym wiedzieć. - powiedział lekarz.
Przenieśli dziewczynę na łóżko i zaczęli robić serię badań. Musiałem wracać na swoje łóżko, lecz nie mogłem usiedzieć w spokoju. Gdy w końcu lekarka wkropliła mi te krople do oczu, wstałem i podszedłem do Emily, była jeszcze nie przytomna. Od lekarza dowiedziałem się, że to nic poważnego. Dwie rany cięte w okolicach żeber, nie wymagały szycia. A omdlenie prawdo podobnie pod wpływem nadmiernych emocji. Usiadłem na stołku, a gdy zauważyłem że dziewczyna się budzi, złapałem ją za rękę.
- Jak się czujesz? - spytałem czule.

Emily?

Od Emily do Aleksa cd

Wzięłam Aleksa pod rękę i ruszyłam w stronę jezdni.
-Jedziemy do szpitala. - Powiedziałam.
 Dziewczyna się podniosła i zaczęła iść w naszą stronę. Pijana coś bełkotała, chciała uderzyć Aleksa lecz ja szybko złapałam jej rękę.
-Zostaw go i wynoś się stąd. - Warknęłam na nią i odepchnęłam. Jechała właśnie jakaś taksówka, wezwałam ją gestem dłoni. Mężczyzna podjechał, otworzyłam drzwi chłopakowi i pomogłam mu wsiąść. Dziewczyna była bardzo uparta, złapała pustą butelkę, zamachnęła się i rozbiła mi ją na żebrach. Poczułam tylko,że coś mnie dotknęło. Odwróciłam się i odepchnęłam ją ponownie. Byłam wściekła na nią za zaatakowanie Aleksa. Wskoczyłam szybko do środka auta.
-Dokąd?
-Szpital. Szybko. - Rzuciłam starszemu panu. Ten ruszył z miejsca szybko. Objęłam ramieniem chłopaka.
-Trzymaj się zaraz będziemy
-Boli jak cholera.
-Wiem. Już zaraz będziemy.
Dojazd do szpitala nie zajął nawet pięciu minut. Zapłaciłam za transport, pomogłam wysiąść i wejść do środka Aleksowi.
Tam podbiegła do nas jakaś pielęgniarka. Znała go bo mówiła do niego po imieniu. Zabrali go gdzieś.
Wtedy wiedziałam, że jest w odpowiednich rękach. Usiadłam na krzesło a raczej się osunęłam. Objęłam brzuch rękami. Kiedy jedną dłonią natrafiłam na coś mokrego. Wyjęłam i spojrzałam na nią. Była cała we krwi. Podeszła do mnie kolejna kobieta w białym fartuchu. Zrobiło mi się słabo. Nie dałam rady nic odpowiedzieć bo straciłam przytomność.
Aleks?

Od Aleksa do Emily c.d

Po skończonym dyżurze, wróciłem do domu. Wziąłem psy na krótki spacer, po czym coś przekąsiłem. Dwie godziny przed dwudziestą, wziąłem prysznic, otworzyłem szafę pełną ubrań i zastanawiałem się co założyć. Zdecydowałem się na czarne jeansy, białą koszulkę oraz czerwoną bluzę.

Po ubraniu się, poprawiłem włosy i wyszedłem z mieszkania. Ruszyłem pod dom Emily, na szczęście, nie spóźniłem się. Po chwili ruszyliśmy w stronę kina. Kupiliśmy bilety na jakąś komedię romantyczną, po czym kupiliśmy popcorn i dwie cole. Weszliśmy do sali i zajęliśmy wyznaczone dla nas miejsca. Na sali, było dość dużo ludzi. [...] Film nie był zły, było dużo momentów, gdzie się śmieliśmy. Wyszliśmy z kina, po zakończonym seansie, miałem zaplanowaną jeszcze kolację.
- Jak ci się podobał film? - spytałem.
- Fajny. A tobie? - uśmiechnęła się.
- Może być. Masz ochotę coś zjeść? - spytałem, dziewczyna przytaknęła, nagle w zapleczu uliczki, zauważyłem kobietę która leżała na ziemi. - Patrz. - zatrzymałem dziewczynę, trzymając ją za nadgarstek.
- Nie żyje? - spytała.
Wzruszyłem ramionami i podszedłem do kobiety, nachyliłem się nad nią, śmierdziała alkoholem.
- Przepraszam, wszystko dobrze? - spytałem.
Kobieta gwałtownie otworzyła oczy i psiknęła mi gazem pieprzowym w oczy. Odskoczyłem od niej, zasłaniając oczy rękoma.
- O cholera, jak to szczypie. - powiedziałem odsuwając się od pijanej kobiety, przecierając oczy rękoma.

Emily?

Od Emily do Aleksa cd

Mogłam tak patrzeć w jego oczy oraz na jego uśmiech. Pożegnaliśmy się i wróciłam do siebie a Aleks do siebie.
*** Następnego dnia późne popołudnie ***
 Byłam w pracy na wcześniejszą zmianę. Zdążyłam jeszcze ogarnąć mieszkanie przez ten czas oraz siebie.
Teraz stałam w ręczniku przed swoją szafą zastanawiając się co na siebie włożyć. Zdecydowałam się na taką stylizację.
Aleks przyszedł równo o 20, nie spóźniając się ani sekundy. Wyszłam zadowolona. Przywitałam się z nim. Przyglądałam mu się dyskretnie gdy zamykałam dom, wyglądał oszałamiająco.
Aleks? Wybacz brak weny :C

Od Michaela C.D. Lydii

Usiadłem przy stole z Tigą na kolanach, a kiedy Lydia przyniosła dwa talerze, spojrzała na mnie niepewnie.
- Dla małej też coś przynieść...? - zaczęła.
Pokreciłem ze śmiechem głową.
- Tegan zjadła przed wyjściem z domu - zapewniłem rozbawiony.
Dziewczyna pokiwała głową, a ja spojrzałem zaciekawiony na przygotowane przez nią danie.
- Wygląda pysznie - stwierdziłem. - Co to?

(Lydia?)

Od Aleksa do Katherine c.d

- Czekam na znajomych. - odpowiedziałem. - A co? - spytałem.
- Nic, tak się pytam. - uśmiechnęła się. - Wiesz, ja już pójdę, bo się spóźnię. - powiedziała i odeszła.
Kontynuowałem podbijanie piłki, a po jakimś czasie, trenowałem strzały do bramki. Zaczynało się ściemniać, a po znajomych ani śladu. Westchnąłem, założyłem bluzę, zapiąłem psy na smycz i ruszyłem w stronę domu. Ja na nich czekam, a ci se po prostu nie przychodzą, nawet smsa nie łascy byli wysłać.

Katherine? Brak pomysłu

Od Katherine CD. Aleksa

Spojrzałam na chłopaka, który trzymał nogę na piłce do nogi.
- Widzę, że grasz w piłkę nożna. - powiedziałam przyglądając się chłopakowi.
- No lubię czasem pograć w piłkę, a ty lubisz grać? - spytał mnie.
- Za nogą nie przepadam a ja wolę grać w ręczną. - odpowiedziałam na pytanie chłopaka. Wtem do nas podbiegły dwa psy. Zaczęły biegać wokół Aleksa.
- Nie bój się ich. - rzekł głaszcząc największego psa.
- Dzięki za zapewnienie. - odparłam. - To co będziesz teraz robił?

( Aleks ? )

Od Aleksa do Emily c.d

- Dasz mi swój numer? - uśmiechnąłem się, wyciągając z kieszeni telefon.
- Jasne. - odwzajemniła uśmiech i podeszła do mnie.
Zaczęła dyktować swój numer, w pewnym momencie jednocześnie podnieśliśmy wzrok, sprawiając że spojrzeliśmy sobie w oczy. Lekko się uśmiechnąłem i opuściłem wzrok.
- To przyjadę tak mniej więcej o 20? - spytałem.
Jej oczy, były nieziemskie. Patrząc w nie, mogłeś stracić poczucie czasu, były wprost cudowne.

Emily?

Od Emily do Aleksa C.D.

Zaskoczył mnie tą propozycją. Ale nie mogłam odmówić. Podobał mi się.
-Z miłą chęcią. - Uśmiechnęłam się.
-To świetnie. - Był także wyraźnie zadowolony.
Chodziliśmy jeszcze kilka minut i gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Aż Aleks odprowadził mnie pod sam dom.
-Dziękuję.
-To ja dziękuję, za pomoc i mile spędzony czas. - Zaśmiał się.
-Miłej nocy.
-Wzajemnie.
Ruszyłam w stronę drzwi, otworzyłam je i już miałam wchodzić.
-Emily. - Usłyszałam, że Aleks mnie woła. Obróciłam się.
-Tak?
Aleks?

Od Aleksa do Emily c.d

- Nie ma co o mnie wiele opowiadać. - zaśmiałem się. - Tak jak ty, lubię sporty ekstremalne, grać na gitarze, lubię różnego rodzaju motoryzację, wspinać się, tańczyć, ale to zależy jaki styl tańca. Uwielbiam też snowboard. - uśmiechnąłem się.
- Snowboard? Nie próbowałam, ale wydaje się być fajne. - stwierdziła. - A... masz jakieś zwierzaki? - spytała.
- Tak, mam dwa szczeniaki. - odpowiedziałem. - A ty?
- Nie mam. - westchnęła.
Szliśmy dalej, ten park wydawał się być nie skończenie długi, albo po prostu chodzimy w kółko.
- Miała byś może ochotę iść wieczorem do kina? - spytałem lekko się uśmiechając.

Emily?

Od Emily do Aleksa C.D.

-Tak jak z moim zawodem interesuje się malowaniem. - Zaśmiałam się.
-Nie ma nic więcej? - Zdziwił się.
-Oczywiście, że jest. - Powiedziałam tajemniczo z tajemniczym uśmiechem.
-Opowiedz. - Odpowiedział tym samym.
-Kocham uprawiać sport.
Chłopak wyglądał na zaskoczonego.
-Ale najbardziej jakieś ekstremalne rzeczy, do tego potrafię całkiem dobrze gotować. - Spojrzałam w jego oczy. Były cudowne i zapadające w pamięć. - Dobra ale dosyć o mnie, opowiedz mi teraz może coś o sobie.
Aleks?

Od Aleksa do Emily c.d

- Jakieś dwa lata, też zacząłem szybko. - odpowiedziałem.
Dziewczyna była piękna, nie powiem, a jej uśmiech był wprost oszałamiający. Szliśmy wzdłuż parku, co chwilę koło nas przebiegały jakieś dzieci z psami. Zacząłem się zastanawiać, o czym byśmy mogli porozmawiać. Zanudzać jej swoją historią nie chcę...
- Czym się interesujesz? - spytałem w celu lepszego poznania dziewczyny.

Emily?

Od Emily do Aleksa c.d.

-Z chęcią. - Wstaliśmy i ruszyliśmy przed siebie. - Długo już tutaj mieszkasz?
-Od niedawna, a Ty?
-Już jakiś czas tutaj mieszkam.
-Długo pracujesz jako tatuażystka? - Zapytał.
-Hmm... Jakieś trzy lata, zaczęłam robić tatuaże bardzo wcześnie.
-A Ty długo pracujesz jako ratownik medyczny?
Chłopak przystojny. Nie mogłam powiedzieć, że nie.
Aleks?

Od Aleksa do Emily c.d

Ułamki sekundy, a ten facet był by martwy. Chciał sobie poderżnąć gardło. Gdyby nie tamta dziewczyna, nie zdążyli byśmy. Po skończonym dyżurze, ruszyłem w stronę domu, przechodząc przez park postanowiłem chwilę odpocząć, w tym celu usiadłem na ławce. A chwilę później, podeszła do mnie dziewczyna, która wskazała nam drogę.
- O hej, tak, wszystko dzięki tobie. - odwzajemniłem uśmiech, dziewczyna usiadła obok mnie. - Jestem Aleks. - przedstawiłem się.
- Emily. - zrobiła to co ja.
- Masz ochotę na spacer? - zaproponowałem.

Emily?

Od Emily do Aleksa (C.D.)

Chłopak był całkiem miły. Uśmiechnął się z karetki i odjechali szybko. Na zewnątrz wyszła moja koleżanka z pracy.
-Kto to był?
-Nie wiem.  Szukali jednej ulicy i im pomogłam.
Skrzyżowałam dłonie na piersi i weszłam do środka, a Alicja za mną. Szybko pojawiła się kolejna osoba, a ja zaczęłam się swoją pracą.
Wyszłam dość późno, około dwudziestej.
Szłam powoli do domu. Kiedy spotkałam tego chłopka z karetki, siedział akurat na ławce w parku. Podeszłam bliżej.
-Hej. Znaleźliście tą ulicę? - Zapytałam z uśmiechem.
Alek?

Od Mirandy CD. Mala

Po wynurzeniu nigdzie nie zobaczyłam Mala. Zaczęłam go szukać, ale poszło to na marne.
- Mal gdzie jesteś?! - zawołałam, ale on się nie odezwał. Zaczęłam się o niego niepokoić, ale wiedziałam,że on umie pływać. - Mal błagam Cię to nie jest śmieszne!
- Wiedziałem, że się o mnie boisz. - usłyszałam za sobą głos chłopaka. Szybko obróciłam się w jego stronę. Mal płynął w moją stronę z uśmiechem na twarzy. Patrzałam na niego cały czas. Gdy do mnie podpłynął trzasnęłam do w twarz.
- Jesteś głupi! – wrzasnęłam wściekła na chłopaka. Ten pocierał swoją ręką policzek na którym pojawił się czerwony odcisk mojej dłoni.
- Za co oberwałem? – zapytał zdziwiony moim zachowaniem.
- Bałam się, ze Ci coś się stało a ty po prostu się ukryłeś! Myślałam, że jesteś mądrzejszy! – wrzasnęłam zaczynając płynąc w stronę brzegu.
- Miranda stój! – krzyczał za mną, ale ja miałam go gdzieś. Gdy wyszłam na brzeg poszłam do namiotu i wyciągnęłam z torby wyschnięte szorty i moją bluzkę. Gdy się przebrałam i wyszłam z namiotu zobaczyłam Mala. Szedł prosto w moją stronę. – Miranda…
- Odwal się!
( Mal ? )

Od Aleksa do Emily c.d

Dostaliśmy wezwanie do faceta, który próbuje popełnić samobójstwo. Kobieta, która nas wezwała była zdenerwowana i mówiła nie wyraźnie, dlatego też nie mieliśmy kompletnych danych. Po jakimś czasie błądzenia karetką, postanowiłem wejść do salonu tatuaży, ponieważ ten akurat mijaliśmy.
- Przepraszam, wie pani może, gdzie jest ulica... lisia, czy jakoś tak? - spytałem.
- Nie znam takiej ulicy, ale tutaj niedaleko jest Leśna, może o nią chodzi. A co się stało?
- Mieliśmy wezwanie, a nie otrzymaliśmy kompletnych danych, ponieważ kobieta mówiła nie wyraźnie. Możesz mi pokazać gdzie to? - poprosiłem.
Dziewczyna kiwnąłem głową, wyszliśmy z salonu, uważnie słuchałem jej instrukcji.
- Dziękuję. - kiwnąłem głową i ruszyłem szybkim krokiem do karetki.

Emily?

Od Aleksa do Katherine c.d

- Jestem Ratownikiem Medycznym. - odpowiedziałem.
- Ooo, mógł byś mnie pouczyć. - lekko się uśmiechnęła.
Odwzajemniłem uśmiech, po skończeniu mojego napoju, wstałem.
- Przepraszam, ale muszę już iść. - powiedziałem. - Do zobaczenia.
Wyrzuciłem pusty kubek do śmietnika, po czym wyszedłem z kawiarenki. Ruszyłem prosto do domu, tam zjadłem jakiś lekki obiad. Przebrałem się w strój sportowy, wziąłem jeszcze bluzę, której nie ubierałem na razie. Zapiąłem psy na smycz, chwyciłem piłkę i wyszliśmy z domu.

Będąc na boisku, spuściłem zwierzaki ze smyczy, żeby sobie trochę pobiegały a sam zacząłem sobie podbijać piłkę. Nagle usłyszałem znajomy mi głos, podniosłem głowę i zobaczyłem dziewczynę z kawiarenki, Katherine.
- Hej. - powiedziała gdy była blisko.
- Siemka. - lekko się uśmiechnąłem.

Katherine?

Od Mala Cd Mirandy

Wylądowałem pod wodą ciągnięty pod wodę. Taka mała zemsta. Czekałem aż dzieciaczyna się wynurzy i popłynąłem z daleka od niej tam gdzie nie będzie mnie widziała. Widzę jak mnie szuka zmartwiona. Śmieję się cicho bo to jest komiczny widok
Sorki króciutkie...   

Od Emily

Siedzę tu już jakiś czas. Zdążyłam się zaaklimatyzować oraz poznać kilka osób.
Dzień zaczęłam jak każdy inny. Wstałam bardzo wcześnie przebiegłam kilka kilometrów, wróciłam do domu, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie. W pracy musiałam być na piętnastą. Miałam więc trochę czasu aby zadbać o swój dom.
Po sprzątaniu przygotowałam obiad i przebrałam się. Miałam teraz na sobie  białą bokserkę, szorty oraz trampki.
W salonie byłam około  piętnastej. Przygotowałam swoje stanowisko pracy bardzo dokładnie, nie musiałam długo czekać na jakiegokolwiek klienta. Byłam obrócona do drzwi tyłem.
-Witam, w czym mogę pomóc? - Odwróciłam się płynnie twarzą do...
Ktoś?

Od Katherine do Aleksa

- Jestem Katherine Jeakson, ale dla przyjaciół i rodziny Kath. - powiedziałam. Po chwili kelner przyniósł moje zamówienie, czyli mrożoną kawę . Od razu zapłaciłam.
- Miło mi, długo jesteś w tym mieście? - spytał mnie upijając łyk soku.
- Nie dawno tu się wprowadziłam. - odpowiedziałam przyglądając się chłopakowi. - A ty?
- Tak samo jak ty wprowadziłem sie nie dawno.
- I jak Ci się tu podoba? - zapytałam upijając kawy.
- Nawet spoko tu jest. - powiedział lekko się uśmiechając. - Czym się zajmujesz?
- Studiuję medycynę, a ty?

( Aleks ? )

OD Lydii Cd. Michaela

W drzwiach stał Michael z wózkiem. Szybko otworzyłam drzwi szeroko, aby chłopak mógł wjechać wózkiem do mieszkania.
- Zapraszam do środka. - powiedziałam szybko. 
- Wózek zostawię tutaj a to dla ciebie.  - odparł podając mi wino a potem odpinając nosidełko od wózka i wchodząc do środka. Po chwili zaprowadziłam Michaela do salonu.  Chłopak postawił nosidełko na kanapie i wyciągnął z niego swoją córkę. Dziewczyna zaczęła się rozglądać.
- ładną masz córeczkę Michael. - rzekłam spokojnie patrząc na tą dwójkę.
- Dzieki.
- Ja zaraz wrócę idę do kuchni, a ty rozgość się. - powiedziałam idąc w stronę kuchni. Po kilku chwilach wróciłam kładąc na stół talerze.

( Michael ? )

Od Michaela C.D. Wiktorii

Uśmiechnąłem się delikatnie, wzruszając ramionami.
- Mimo to jednak wolę dowieźć Cię bezpieczną do domu i nie martwić się później, że mogłaś nie dotrzeć, że coś mogło Ci się stać...
Wiki roześmiała się.
- Jesteś nadopiekuńczy - mruknęła cicho.
Pokiwałem głową.
- Taki wpływ Tigi - zaśmiałem się cicho. - Chodźmy.
Wiktoria pokiwała głową, więc wyszliśmy ze szpitala, idąc do mojego samochodu i jadąc do domu dziewczyny...

(Wiki?)

Od Layli do Thomasa (C.D.)

Uśmiechnęłam się a Thomas objął mnie w pół i przyciągną blisko siebie. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go.
-Pragnęłam aby ta chwila z Tobą nigdy się nie kończyła. - Chłopak mnie przytulił i ruszyliśmy dalej.
Dotarliśmy do parku, zajęliśmy jedną z ławek. Wtuliłam się w Thomasa. Przez dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy, a Nero biegał spuszczony po parku.
Nagle podniosłam się, spojrzałam mu w oczy i nachyliłam się nad nim. Nasze czoła stykały się, a ja czułam jego oddech. Jego oczy zadawały mi pytanie, "co takiego?". Chodź nie wydał z siebie ani słowa.
-Ja powiedziałam swoje życzenie. A Ty jakie miałeś? - Wypaliłam. Byłam ciekawa o czym może marzyć jaki mężczyzna jak on.
Thomas?

Od Aleksa do Katherine

Dziś mieliśmy urwanie głowy w szpitalu, co i rusz jakieś nowe wezwania, głównie do poszkodowanych przez samochód. Nie wiem, kto tym ludziom daje prawo jazdy. Gdy w końcu skończyłem dyżur, była czternasta. Przebrałem się w codzienne ciuchy i ruszyłem w stronę mojej ulubionej kawiarenki. Tam zamówiłem koktajl z pomarańczy, mój ulubiony. Gdy dostałem zamówienie zapłaciłem i usiadłem przy wolnym stoliku. Pisałem właśnie sms do siostry, aż nagle podeszła do mnie jakaś dziewczyna.
- Można się dosiąść? - spytała.
Kiwnąłem głową i schowałem telefon z powrotem do kieszeni, przyjrzałem się dziewczynie, moją uwagę przykuł tatuaż na jej lewej ręce.
- Ładny tatuaż. - powiedziałem biorąc łyk napoju ze słomki.
- Dzięki. - lekko się uśmiechnęła.
- Aleks jestem. - przedstawiłem się, odwzajemniając uśmiech.

Katherine?

Od Michaela C.D. Lydii

Ubrałem się szybko w koszulę i jeansy, a małą ubrałem w sukieneczkę i rajstopy.
Tiga oczywiście nie wypuszczała z rączek swojego misia, więc razem z nim włożyłem ją do nosidełka, a wiedząc, że Lydia nie mieszka daleko, zamocowałem nosidełko do wózka i przeszedłem się z małą, a nie chcąc iść z pustymi rękami, wziąłem jeszcze wino.
Podchodząc pod drzwi dziewczyny, zapukałem do jej domu i czekałem aż otworzy..

(Lydia?)

Od Aleksa do Wiktorii

Mój poranek wyglądał tak, jak każdy. Wstałem wcześnie, poszedłem pod prysznic, ubrałem się i umyłem zęby. Następnie zjadłem jabłko i miałem zamiar nakarmić szczeniaki, lecz niestety, zabrakło nam karmy. Westchnąłem i ruszyłem do sklepu zoologicznego. Będąc tam kupiłem trzy puszki chappi z kurczakiem oraz duże opakowanie karmy z drobiem. Jak dotarłem do domu, nakarmiłem wygłodniałe potwory, wziąłem karty wyjazdu i ruszyłem do szpitala. Będąc dość blisko, wpadła na mnie jakaś dziewczyna, a większość papierów się rozsypało. Zaczęliśmy je zbierać.- Przepraszam, zagapiłam się. - powiedziała podając mi część papierów.
- Nic się nie stało. - uśmiechnąłem się. - Chyba wypadało by się przedstawić, jestem Aleks. - powiedziałem podając jej rękę.

Wiktoria?

czwartek, 26 lutego 2015

Od Wiktorii do Michaela (C.D)

Popatrzyłam, na niego i uśmiechnęłam się, jak najserdeczniej mogłam.
- Dziękuję. Brakuje mi słów, aby wrazić swoją wdzięczność.
- Nie mów nic, oszczędzaj siły.
Słowa niestety nie wystarczą, a czyny również się na nic nie zdadzą.. Bo, cóż ja.. zwykła dziewczyna, jak mogłabym odwdzięczyć się Michaelowi. Moja wdzięczność była niewyobrażalnie wielka. Zdałam się jedynie na uśmiech.
- Poczekam na Ciebie. - oznajmił i wyszedł z sali.
Odprowadziłam go wzrokiem. Musi być naprawdę dobry człowiekiem, skoro chce mi pomóc. Wróciła Julia, była lekko przybita.
- Musimy zrobić Ci płukanie żołądka. - powiedziała beznamiętnie.
- Chyba nie jest to poważny zabieg, o ile w ogóle jest to coś w rodzaju zabiegu.. - zaczęłam. - Więc dlaczegóż, to masz taki melancholijny nastrój?
Popatrzyła na mnie wymownie...
- Siostrze, nie powiesz... - uśmiechnęłam się.
- Nie teraz. - rzekła.
- W takim razie, mym obowiązkiem jest Cię odwiedzić i wesprzeć, bo widzę, że leży coś Ci na sercu.
- Ty potrafisz dostrzec wszystko ...
- Prawie. - poprawiłam ją.
Zaczęli wykonywać mi dekontaminację przewodu pokarmowego. Nie było, to zbyt przyjemne.. Byłam wycieńczona, jedyne o czym teraz marzyłam, to .. to, aby wrócić do domu i wyspać się w swoim łóżku, a nie szpitalnym.
- Kiedy wypuścicie mnie do domu? - spytałam nieśmiało.
- Możemy, choćby i teraz.. - uśmiechnęła się. - Ale, gdyby coś się działo, dzwoń do mnie.
- Dzięki.
- Pójdę przygotować Ci wypis.
Jak powiedziała, tak też zrobiła. Wróciła z dokumentem i wręczyła mi go uroczyście.
- Odwiozę Cię. - obejrzałam się i ujrzałam Michaela, który najwidoczniej na mnie czekał.
- Nie musiałeś czekać.. Pewnie miałeś inne, lepsze zajęcia, a czas tu Ci się dłużył..
Nie ukrywam, że w środku nawet się cieszyłam. Nigdy, ktoś nie był dla mnie tak miły i pomocny.. Nigdy, nikt dla mnie, nie zmienił swoich planów ..

~~Mike?~~

OD Lydii do Michaela

- Nic nie musisz brać. - odpowiedziałam. - To do jutra.
- Do zobaczenia. - powiedział. Szybko zamknęłam drzwi samochodu i pobiegłam do swojego mieszkania. Swoją torbę rzuciłam na stół w salonie. Szybko ściągnęłam przemoczone ubrania i poszłam wziąść prysznic. Nie chciałam się przecież rozchorować. Po kapieli nakarmiłam swojego kota, który był głodny. Następnie wykończona nauką poszłam spać. Obudziłam się przed dziewiątą rano. Z samego rana poszłam do sklepu i zaczęłam od razu gotować obiad. Po zrobieniu obiadu poszłam się szybko przebrać.  Potem zaczęłam nakrywać stół. Po jakieś godzinie usłyszałam jak ktos puka do drzwi.

( Michael ? )

Od Michaela C.D. Lydii

Zmarszczyłem lekko brwi.
- Jutro odwożę z rana do domu siostrę, więc popołudnie mam wolne, ale... - westchnąłem. - Jeśli coś, przyjadę z córką. Nie masz nic przeciwko? - zapytałem.
Lydia pokręciła głową.
- Oczywiście, że nie - zaśmiała się.
Pokiwałem lekko głową.
- W takim razie przyjadę z Tigą jutro po południu - mruknąłem z uśmiechem. - Wziąć coś ze sobą?

(Lydia?)

OD Lydii do Michaela

- Szczerze wolałabym moknięcie na deszczu niż narażanie swojego życia. - odparłam po chwili lekko sie uśmiechając.
- Mądre słowa. - powiedział skręcając w trzecią dzielnicę. Podróż szybko mi minęła dzięki rozmowie. Po kilku minutach  Michael zatrzymał samochód przed moim mieszkaniem. - Jesteśmy na miejscu.
- Dziękuje Ci bardzo  Michaelu. - rzekłam zakładając na głowę kaptur i zabierając swoją torbę.
- Cieszę się, że mogłem pomóc.
- Na tym świecie jest coraz mniej takich osób. - szepnęłam otwierając drzwi samochodu. - A może wpadniesz do mnie na obiad jutro, tak będę mogła się odwdzięczyć. - zaproponowałam znowu stojąc na deszczu.

 Michael ? )

Od Michaela C.D. Lydii

Uśmiechnąłem się delikatnie i wzruszyłem ramionami.
- Niczym ciekawym - przyznałem. - Jestem gliną.
Lydia uniosła brwi.
- Czyli trafiłam na dobrą podwózkę - zaśmiała się. - Nie muszę się bać, że jesteś jakimś szaleńcem.
Roześmiałem się głośno.
- Wolałabyś szaleńca niż moknięcie na deszczu? - zapytałem rozbawiony.

(Lydia? :D )



Od Lydii do Michaela

- Adres trzeci. - odpowiedziałam szybko na pytanie mężczyzny. Jechaliśmy przez pierwsze minuty w ciszy.  Z ubrań jeszcze kapała mi woda. Szybko ściągnęłam kaptur odkrywając swoje mokre ciemne włosy.
- Nie źle leje, co? - zapytał mnie po chwili.
- Tak niestety pada, a była taka ładna pogoda. - rzekłam patrząc na widoki przez szybę. - Jestem Lydia, a ty?
- Jestem Michael Bennet. - odparł patrząc na drogę.
- Miło mi i dziękuje za podwózkę. Jak byś się nie zatrzymał stałabym tam jeszcze na deszczu.
- Nie ma za co. Czym się zajmujesz?
- Studiuje prawo, a ty? - zapytałam patrząc na niego kątem oka.

(  Michael ? )

Od Michaela do Lydii

Wychodziłem akurat z pracy, naciągając na głowę kaptur, gdy tylko wyszedłem komisariatu, gdyż ulewa była straszna.
Nie musiałem od razu jechać do domu, ponieważ Evelyn przyjechała na weekend i obiecała zająć się małą, więc akurat kiedy skończyłem pracę, zbliżał się wieczór.
Widząc przy poboczu machającą na samochody, by je zatrzymać, dziewczynę, jechałem na bok, otwierając od środka drzwi od strony pasażera.
- Gdzie Cię podwieźć? - zapytałam.
- Trzecia dzielnica - mruknęła przemoknięta dziewczyna, wsiadając. - Jedziesz tam?
Pokiwałem głowa.
- Jaki adres?

(Lydia?)

Od Maksa do Jenny (C.D)

Po jakimś czasie ból ustępował, odetchnąłem.
- Ty mały diable. - zacząłem głaskać dobermana leżącego mi pod nogami.
Wciąż mnie bolało, ale nie tak bardzo, dało się wytrzymać. Gdy obiad był gotowy wstałem i ruszyłem do stołu, na szczęście, mogłem normalnie chodzić. Obiad był pyszny, lepszy niż w restauracji. Emma i Alvin poszli do siebie do pokoju, usiadłem na kanapie, a gdy Jenny przechodziła obok mnie, chwyciłem ją za rękę i lekko przyciągnąłem do siebie, sprawiając że usiadła mi na kolanach.
- Mam pomysł. - powiedziałem.
- Taak? Jaki? - uśmiechnęła się.
- Pojedziemy na jakiś czas w góry, pojeździmy na nartach, itp. Co ty na to? - odwzajemniłem uśmiech.

~~Jenny?~~

Od Jenny cd.o Maksa

 - Odbiło ci? - skarciłam Alvina i trzepnełam go w głowę - Sobie tk zrób to zobaczymy czy tez się będziesz śmiał, masz szczęście że nie ugryzł go aż tak mocno
 - Spokojnie Jen, ojcem na pewno będzie mógł zostać doczekacie się dzieci - przewróciłam oczami i podeszłam do Maksa, pomogłam mu wstać i wygodnie usiąść - Boli mocno?
 - No jasne - jęknął, trochę dziwnie się czułam, gdyby ugryzł go w rękę to mogłabym ją opatrzyć i wogóle a w tym przypadku to trochę słabo
 - Przyniosę ci lód - poszłam do kuchni i po chwili wróciłam ze szmatka w której był lód w kostkach, Maks przyłożył sobie to do krocza i znów jęknął. Byłam zła, to nie była normalna zabawa. Wróciłam do kuchni i dokończyłyśmy z Emmą obiad.


Maks? Brak pomysłu przepraszam ;c

Od Maksa do Jenny (C.D)

Nie przepadam za teatrami, byłem raz z mamą na totalnie nudnym spektaklu i się zraziłem. Ale może ten będzie ciekawszy.
- Możemy iść. - uśmiechnąłem się. - Kiedy?
- Dziś wieczorem.
Kiwnąłem głową, mam nadzieję że szczeniak nie będzie tak bardzo łobuzował. Wieczorem, ruszyliśmy z Jenny do teatru, nie było tak źle, jak się spodziewałem. [...] Mijały tygodnie, a szczeniak rósł i rósł. Zaczęliśmy podklejaliśmy mu uszy taśmą, żeby mu nie opadły. Tego dnia, Jenny i Emma rządziły w kuchni, gdy chcieliśmy pomóc, kazały nam iść. Położyłem się na mniejszej kanapie, a Alvin na fotelu, chłopak włączył laser z telefonu i bawił się z psem, przymknąłem oczy i nagle, poczułem niemiłosierny ból. Jęknąłem z bólu, złapałem się za krocze, spadłem z kanapy i zacząłem zwijać się z bólu.
 
Musiałem narobić dość dużego hałasu, ponieważ dziewczyny momentalnie obróciły się w naszą stronę. Coś czuję że to sprawka Alvina, ponieważ strasznie się śmiał.

~~Jenny?~~ Nie mogłam się powstrzymać x3

Od Jenny cd.o Maksa

 - We dwoje mówisz? - uśmiechnełam się nieznacznie, przytuliłam się do Maksa - Mózemy się gdzieś wyb... Ej! - wrzasnełam na psa, właśnie sikał na dywan - Zejdź z dywanu! Sio! - szczeniak zaczął uciekać merdając ogonem - Ja tego nie sprzątam - pokręciłam głową, Maks się zasmiał
 - A wracając do tematy Jen?
 - Możemy gdzies pójść oczywiście - uśmiechnełam się całując go - A dokąd?
 - Nie wiem, mi to obojętnie masz jakiś pomysł?
 - Chciałabym pójść na ten nowy spektakl do teatru, wiesz "Kojąca miłość", dawno nie byłam w teatrze, chyba że nie masz ochoty na teatr.


Maks? Przepraszam, że tak długo...

Od Szymona do Mikel'a (C.D)

Jeśli myśli, że mnie tym swoim gadaniem wkurzy, to się myli. Nagle zadzwonił mi telefon. [...]
- Już jadę. - powiedziałem i pobiegłem do domu, wsiadłem na motor i pojechałam pod studio.
Zażyczyli sobie, że szybciej nagramy nową piosenkę. Jedną zaliczyliśmy, została ostatnia. Wszedł do mnie Tay i zaczął mi tłumaczy jak mam śpiewać. Nagle kątem oka spostrzegłem tego idiotę.

~~Mikel~~ Brak pomysłu ;c

Od Mikel'a do Szymona (C.D.)

Rano, tuż po ty jak ten dureń oddał mi hajs udałem się do najbliższej wytwórni. Tak jak myślałem, mieli tam studio nagrań. Nie najgorsze, lecz w poprzednim mieście było lepsze. Pogadałem z szefem, zapłaciłem mu i mogłem w spokoju komponować. Nagrali mi fragment, nadający się na refren piosenki. Odebrałem płytę po czym w drodze do domu zajechałem do sklepu. W domu zjadłem spokojnie obiad i wyszedłem do "ogródka". Rozłożyłem sobie leżak niedaleko płotu, oddzielającego moją posesje od posesji tego gościa z baru. Położyłem się i zerknąłem za płot. Był tam ten dureń. Rzucał sobie na spokojnie piłkę swojemu psu.
- Te, dureń. Nie masz co robić, tylko rzucasz piłeczkę swojemu pieseczkowi?
- Zajmij sie sobą, debilu!
Zaśmiałem się
- Mnie takie słówka nie ruszają.
Odwrócił głowę. Chyba go zirytowałem, bywa. Leżałem tak jeszcze chwilę, po czym poszedłem i przyniosłem sobie gitarę. Komponowanie na świeżym powietrzu, bajka... Grałem tak chwilę do puki nie przybył do mnie Lucyfer. Odłożyłem gitarę na trawę, a kot wskoczył mi na kolana.
- Co tam, Lucy... - zacząłem głaskać zwierzaka, na co on odpowiadał mruczeniem.

--Szymon?--

Od Szymona do Mikel'a (C.D)

Cholera, jebani zasrańcy musieli zmienić cenę. Miałem lepszy pomysł, jak to załatwić, ale on oczywiście musiał... z drugiej strony miło z jego strony... gdy ochłonąłem, wziąłem 10 zł, zapiąłem Krisa na smycz i ruszyłem do tego chłopaka z baru. Zapukałem do drzwi i czekałem aż wyjdzie.
- Oddaję. - powiedziałem wyciągając rękę z banknotem.
Chłopak bez gadania wziął pieniądze a ja odszedłem. Po kilku godzinnym spacerze, wróciłem do domu. Tam po przekąszeniu czegoś, wyszedłem na działkę. Usiadłem na końcu posesji, oparłem się o płot i zacząłem rzucać piłkę Krisowi a on ją przynosił.

~~Mikel~~ Haha, no zajebisty xd 

Od Mikel'a do Szymona

Po raz kolejny musiałem zmieniać miejsce zamieszkania. Który to już raz w tym miesiącu... ? Właścicielom nie podobało sie najwyraźniej to, że musiałem przeprowadzać próby z zespołem. Teraz natrafiłem na mieszkanie w Excellent City. Podjechałem taksówką po domek. Oczywiście, obok było wiele innych. Wszedłem do swojego. Był jasny i przestronny. Oraz urządzony w nowowoczesnym stylu, najważniejsze. Obczaiłem gdzie co się znajduje, po czym udałem się do sypialni i rozpakowałem się. Szafa na całe szczęście była wystarczająco duża. Gdy już ułożyłem na półkach wszystkie swoje ubrania, udałem się do kuchni. Okazało się, że lodówka nie jest całkiem pusta. Znalazłem w niej opakowanie parówek. Ugotowałem sobie, aż 4. Po w miarę sytym posiłku, udałem się na miasto. Taksówkarz polecił mi pewien klub, do którego właśnie się udałem. Posiadałem mnóstwo pieniędzy, także mogłem sobie na wszystko pozwolić. Usiadłem przy barze i zamówiłem sobie ciemny lager. Nie lubiłem zbytnio rozmawiać z innymi, no chyba, że się do mnie przyczepili. Wybrałem sobie stołek znajdujący się najbardziej w kącie i cieniu. Obserwowałem stamtąd całe pomieszczenie. Nawet nie zauważyłem, że na stołku obok ktoś usiadł. Odwróciłem tylko głowę w stronę tej osoby. Okazało się, że jest to chłopak mniej więcej w moim wieku. Zamówił jakiegoś nieznanego mi drinka. Zapewne poczuł na sobie mój wzrok, gdyż odwrócił się w moją stronę.
- Co się tak gapisz? - zapytał
- Nie twój interes, durniu.
- Skoro się gapisz na mnie, to tak się składa, że mój.
- Zapomnij...
Powróciłem do picia. Siedziałem tak rozmyślając nad czymś. Z zamyślenia wyrwała mnie kłótnia obok. Ten dureń kłócił się z barmanem. Wywnioskowałem, że temu obok zabrakło pieniędzy i nie jest w stanie zapłacić za to co zamówił do tej pory. Ogarnąłem wzrokiem ilość szklanek. Wyjąłem banknot z portfela i przysunąłem do barmana.
- To za tego durnia.
Sprzedawca spojrzał na mnie dziwnie, ale bez słowa przyjął pieniądze i wrócił do roboty. Chłopak spojrzał na mnie i rzekł:
- Po kiego za mnie płaciłeś? Sam bym sobie poradził!
- Ta, jasne. I pamiętaj, masz mi ten hajs później oddać!
- Nie ma mowy! Zapłaciłeś z własnej woli, więc nie będę ci niczego oddawał.
- Jeszcze sie przekonamy!
- No, niby jak?!
Wkurwił mnie tą konwersacją. Bezsensowne marnowanie tlenu. Nie wytrzymałem i walnąłem go w ryj. Spadł ze stołka, lecz po chwili się podniósł. Tak oto zaczęła się nasza bójka w klubie. Oczywiście dopilnowałem abym wygrał, lecz skończyło się na tym, że wywalili nas z klubu.
- Zadowolony?! Teraz mam zakaz wstępu!
Postanowiłem pominąć fakt, iż ja też otrzymałem taki zakaz.
- Dobra, nie dramatyzuj durniu.
Po tych słowach ruszeł w kierunku postoju taksówek. Chłopak natomiast dosiadł swój motor. Okazało się, że zmierzamy w tym samym kierunku. Ostatecznie odkryliśmy, że mieszkamy obok siebie. Gdy chłopak po raz ostatni obrzucił mnie gniewnym spojrzeniem i wszedł do środka, podejrzałam napis na skrzynce pocztowej. W taki oto sposób poznałem jego imię i nazwisko. Udałem się następnie do łazienki, tak obmyłem twarz i opatrzyłem niewielki rany. Gdy położyłem się do łóżka, napisałem sms'a do swojego menadżera. Musiał wiedzieć, że po raz kolejny musi odwołać pare moich sesji. Po chwili zasnąłem.

--Szymon? Taki cudny początek znjomości XD--

środa, 25 lutego 2015

Od Alana do Julii (C.D)

- Dla ciebie wszystko. - uśmiechnąłem się i odwzajemniłem pocałunek.
Usiedliśmy na kanapie, włączyliśmy jakiś film fantastyczny. Moim zdaniem nie był za ciekawy, ale widziałem że Julii bardzo się podobał więc nic nie mówiłem, tylko oglądałem. Jakoś pod koniec filmu zadzwonił tata, poszedłem do kuchni, aby nie przeszkadzać dziewczynie. Odebrałem... [...] Wróciłem do Julii.
- Kto dzwonił? - spytała.
- Tata. Przyjedzie jutro i chce wziąć Ksawerego do siebie na tydzień albo dwa. - westchnąłem.
- Puścisz go?
- Jasne, po co ma w domu siedzieć. Niech korzysta z życia. - wzruszyłem ramionami. - Ale mi też nie będziemy siedzieć w domu. - szepnąłem obejmując ją.
- Nie, a co planujesz? - spytała przytulając się do mnie i lekko uśmiechając.
- Góry, śnieg, snowboard, narty... co ty na to? - spytałem.

~~Julia?~~

Od Julii do Alana (C.D)

Byłam wściekła na Alana, czy on zawsze musi wdawać się w bójki? A, co jeśli stanie mu się coś poważnego.. Wszystko jest nieuniknione. Martwię się o niego, bo przecież bardzo go kocham...
Popatrzyłam na niego wymownie ..
- Fajnie, że się o mnie troszczysz. - powiedziałam powoli. - Ale, uwierz, że ja mam dosyć tego ciągłego strachu, że coś Ci się stanie.  - spojrzałam mu w oczy. - Kocham Cię, rozumiesz...
- Czyli się nie gniewasz? - uśmiechnął się i mnie objął.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo... Jeśli nadal będziesz dawał się tak łatwo sprowokować, a jesteś bardzo porywczy i Twoja godność każe Ci oddać.. to.. - nie dokończyła, gdyż uniemożliwił mi to, pocałunkiem.
- Nie pozwolę Ci odejść. - szepnął. - Po, za tym możemy wracać już do domu?
Zdziwiło mnie jego ostatnie zdanie, przecież nigdy mu się nie śpieszyło.. Oczywiście nie miałam nic przeciwko, byłam wykończona całym egzaminem i tym epizodem.
- Na pewno wszystko w porządku, nic Cię nie boli? - spytałam z powątpiewaniem.
- Nie, jest okey.  - uśmiechnął się, a w jego oczach dostrzegłam błysk.
Wyglądał na dumnego, tylko pytanie, dlaczego? Czyżby powodem była feralna walka? Weszłam do mieszkania, moją uwagę zwrócił zastawiony stół.
- Przygotowałem kolację. - powiedział zadowolony z siebie.
- Nie spodziewałam się. - usiadłam przy stole. - Dziękuję...
- Czego się nie robi dla swojej ukochanej?
- Pozwolisz, że zjem.. Emocje opadły i zrobiłam się strasznie głodna.
- Pewnie, jedz. - zaśmiał się.
Atmosfera była bardzo romantyczna, a muszę przyznać, że taki nastrój bardzo mi odpowiadał. Po skończonym posiłku ...
- Sam gotowałeś? - spytałam z niedowierzaniem.
- No.. tak jakby.
- Postarałeś się. - przyznałam i zbliżałam się do niego. - Dziękuję. - pocałowałam go namiętnie.

~~Alan? Już chciałam się zezłościć, ale jakby tak można, skoro Alan się tak postarał. c; ~~

Od Michaela C.D. Wiktorii

Zmarszczyłem brwi, słysząc, że to mogło być przez dosypanie czegoś dziewczynie.
- Cały czas byłem przy stoliku... - zacząłem, kiedy jej siostra na chwilę odeszła. - Nikt nie miał styczności z naszym jedzeniem, zaraz po jego podaniu nam - zapewniłem ją. - Nawet nikt nie podchodził do stolika...
Wiki westchnęła, a ja kucnąłem przy niej.
- Nadal Ci słabo? - zapytałem, a kiedy pokiwała głową, westchnąłem ciężko. - Poczekam tu z Tobą na wyniki, a kiedy już będzie wszystko wiadomo, odwiozę Cię do domu - stwierdziłem. - I może przepytam kelnerki albo wszystkich z kuchni w tym barze...
Wiktoria posłała mi zdziwione spojrzenie.
- Nie musisz wracać do domu? - zapytała słabo. - Do córki i ...
Pokręciłem lekko głową.
- Susan zajmie się Tigą tak długo, jak będzie trzeba - powiedziałem spokojnie. - A Tobą też ktoś musi się zająć.

(Wiki?)

wtorek, 24 lutego 2015

Od Alana do Julii (C.D)

Szkoda że Julia tak dużo pracuje, prawie w ogóle nie mamy czasu dla siebie. Mimo wszystko kocham ją i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Chciałem przyszykować dla niej coś specjalnego, ale nie zbyt wiedziałem co. Ksawery dzisiaj miał nocować u kolegi, noc będziemy mieli dla siebie. Ubraliśmy się i pojechaliśmy zawieść Julię.
- Powodzenia. - powiedziałem gdy wychodziła, ale chyba nie usłyszała, za bardzo się śpieszyła. Westchnąłem.
Ruszyliśmy pod dom Eryka. Tam zostawiłem kuzyna a sam pojechałem na zakupy. Nakupowałem dość dużo rzeczy, głównie jedzenie, napoje itd. Wróciłem do domu, poukładałem wszystko na swoje miejsca, po czym ogarnąłem resztę domu. Gdy wszystko zrobiłem, zacząłem się cholernie nudzić. Postanowiłem zrobić romantyczną kolację dla nas obojga, ugotowałem słynną sałatkę ojca. Jak byliśmy mali, bardzo często ją gotował, pycha. Mam nadzieję że Julii też zasmakuje. Ruszyłem do kwiaciarni i kupiłem bukiet róż. Gdy wszystko było gotowe, czekałem na dziewczynę. Dostałem sms z nieznanego numeru, ale podpisany jako Julia. Prosiła abym szybko przyszedł za szpital. Bojąc się, że coś się stało, poszedłem tam. Gdy doszedłem na miejsce nie było nikogo, nagle zapaliła się stara lampa. A zza śmietnika wyszedł Wiktor z obstawą swoich kolegów. Chwilę później zgromadziła się wokół dość sporo ludzi, zamykając nas w kręgu.
- Pamiętasz, nie dokończyliśmy ostatniej walki. - powiedział podekscytowany i ściągnął koszulkę a ludzie zaczęli krzyczeć.
- Dokończyliśmy, tyle że przegrałeś. Nie pamiętasz? Jęczałeś jak dziewczynka. - powiedziałem co widocznie rozzłościło chłopaka.
Nie walczyłem od tego wypadku, później nie miałem ochoty a nawet czasu na walkę. Jednak ten dureń się nie poddaje, idiota. Nagle dostałem od chłopaka prawym sierpowym w nos, zaczęła mi z niego lecieć krew. Nie chciałem pokazać że wymiękam więc mu oddałem. Zaczęła się walka. Poczułem się znów jak kiedyś i zupełnie zapomniałem czemu przestałem walczyć. Nagle chłopak założył mi blokadę i rzucił mną o ziemię.
Dopiero wtedy ludzie zaczęli panikować i ktoś krzyknął że biegnie po ochronę. Gdy po kilku sekundach Wiktor był nade mną, przyjąłem gardę i osłaniałem twarz dopóki nie przyjdzie ochrona.
Chwilę później przyleciała ochrona i zaczęli odciągać ode mnie tego psychopatę.
- Alan?! - usłyszałem głos Julii.
Wstałem z ziemi i dotknąłem lekko krwawiącego nosa, jakiś chłopak dał mi chusteczkę, przyłożyłem sobie ją do krwawiącego miejsca, podziękowałem i podszedłem do dziewczyny.
- To nie tak jak myślisz, dostałem sms z nieznanego numeru że mam przyjść za szpital. Było podpisane jako ty, bałem się że coś się stało. Mogę ci udowodnić. - powiedziałem poddenerwowany, bojąc się że się na mnie obrazi.

~~Julia?~~ Pamiętaj o kolacji w domu c;

Od Wiktorii do Michaela (C.D)

Byłam strasznie osłabiona. Bolał mnie brzuch i miałam nudności. Prócz tego kręciło mi się również w głowie. Nigdy wcześniej nie miałam takich objawów, co mogło spowodować tak nagłe pogorszenie się mojego stanu? - zadawałam sobie, to pytanie. Miałam na nie, wiele odpowiedzi, ale jakoś do każdej byłam uprzedzona ...
- Choruję, ale nie sądzę, aby to było przyczyną mojego złego samopoczucia. - odparłam niemrawo.
Starałam się powstrzymać wymioty, aby nie zanieczyścić mu samochodu, muszę przyznać, że ledwo co zniosłam jazdę. Kiedy, w końcu dojechaliśmy do szpitala, ulżyło mi. Michael pomógł mi wysiąść i dojść do kozetki. Byłam mu dozgonnie wdzięczna za pomoc. Leżałam i ,,zwijałam" się z bólu, gdy nagle ujrzałam znajomą mi postać. Była to Julia, moja siostra. Ucieszyłam się, że to ona będzie mnie badać.
- Co, Ci się stało? - uśmiechnęła się.
Opowiedziałam jej dokładnie, co się stało. Zrelacjonowałam wszystko, jak najlepiej potrafiłam.
- Muszę Cię przebadać, ale wygląda mi to na zatrucie. - oznajmiła. - Jadłaś coś, co mogłoby Ci zaszkodzić? - zapytała.
- Hm.. - zastanowiłam się chwilę. - Byłam w barze, gdzie zamówiłam gofry z bitą śmietaną.. Nie, nie sądzę, abym to mogło mi zaszkodzić. - powiedziałam z powątpiewaniem.
- A, może ktoś Ci coś dosypał. - podrzuciła.
- Zostawiłam jedzenie na chwilę, ale, kto i dlaczego?
- To już nie moje działka. - uśmiechnęła się i zleciła specjalistyczną morfologię krwi i moczu. - Takie objawy mogą również powodować narkotyki. - uświadomiła.
Na widok krwi, od razu robi mi się słabo, no, ale cóż jak trzeba, to należy się poddać badaniom.

~~Mike?~~

Od Michaela C.D. Wiktorii

Zmarszczyłem brwi, zaniepokojony pochylając się nad dziewczyną i unosząc jej głowę.
- Wiki? Hej - mruknąłem, potrząsając nią delikatnie, a wszyscy obecni w restauracji zaczęli wpatrywać się w nas.
Wreszcie Wiktoria otworzyła oczy, a ja pomogłem jej wstać, cały czas ją powstrzymując.
- Jedziemy do szpitala - mruknąłem do dziewczyny.
Szybko rzuciłem odpowiedni banknot na stolik, wziąłem torebkę dziewczyny, po czym razem z Wiki, którą podtrzymywałem, wyszedłem z lokalu, idąc do swojego auta.
Pomogłem jej wsiąść do auta i szybko wsiadłem za kierownicę, jadąc do szpitala z dziewczyną.
- Jak się czujesz? - zapytałem.
- Dziwnie - mruknęła słabo.
Spojrzałem na nią zaniepokojony.
- Od jakiego czasu? Długo? Chorujesz na coś?

(Wiki?)

Od Julii do Alana (C.D)

- Nie, dzięki. - powiedziałam z dezaprobatą.
- No, nie daj się prosić. - nalegali.
- Nie przepadam za grami konsolowymi. - odparłam. - Poza tym mam mnóstwo pracy. Muszę przygotować się jutrzejszego egzaminu. - westchnęłam.
- Twoja strata. - wrócili do gry, a ja poszłam do sypialni, gdzie miałam trochę spokoju.
Z torby wyjęłam wszystkie potrzebne mi do nauki książki i moje prywatne notatki. Studiowałam ten materiał jakieś trzy godziny.. Do pokoju wszedł Alan.
- Nie idziesz jeszcze spać? - spytał zmęczony.
- Nie sądziłam, że od gry można, aż tak spożytkować energię. - zaśmiałam się. - Pewnie będę Ci przeszkadzać, przejdę do salonu. - zabierałam rzeczy z łóżka.
Chłopak bezwładnie opadł na materac.
- Mhym. - nie dotarło do niego, co przed chwilą powiedziałam.
Uczyłam się całą noc. Kiedy nastał świt .. postanowiłam, że muszę coś zjeść i odpocząć, to również poprawia myślenia, a byłam bardzo senna. Udałam się do kuchni, lodówka była pusta .. jedynie, znajdowały się tam płatki i mleko, a na to niekoniecznie miałam ochotę. Ubrałam się i wyszłam do sklepu po świeże pieczywo. Wróciłam, niosąc bułki. Przy stole, zastałam Alana i Ksawerego .. delektowali, chociaż nie można było tak, tego nazwać.. jedli, jak głodne wilki.
- Smacznego. - powiedziałam, uśmiechając się.
Po posiłku, udałam się na upragniony spoczynek. Niestety, nie udało mi się pospać zbyt długo. O 16 miałam egzamin, więc musiałam się jeszcze umyć, ubrać i oczywiście przygotować. Spełniwszy te warunki, pożegnałam się z chłopakami ...
- Może Cię odwieść? - spytał Alan.
- Byłabym wdzięczna. I tak jestem już spóźniona.

~~Alan? Myślałam, że zrobisz jakąś kolację, albo coś. xd ~~

poniedziałek, 23 lutego 2015

Od Mirandy Cd. Mala

Spojrzałam na chłopaka lekko się uśmiechając. Szybko ściągnęłam bluzę, którą rzuciłam na piasek.
- Jasne. - odparłam całując go w usta. Chłopak zaczął iść w stronę wody. Nawet gdy woda siegała nam do pasa chłopak szedł dalej.
- Umiesz pływać? - zapytał po chwili.
- Oczywiście, że umiem, ale chyba nie chcesz nas utopić?
- Nie no coś ty. - odparł. Spojrzałam w oczy chłopaka. Mal zaczął uśmiechać się arogancko. Zaczął znowu coś knuć.
- Co ty chcesz zrobić co? - zapytałam. Mal nie odpowiedział. Złapał mnie mocniej i odchylił się do tyłu. Szybko załapałam powietrze. Szybko znaleźliśmy się pod powierzchnią. Chłopak mnie puścił. Wypłynęłam na powiechnię po chwili za mną znalazł się Mal.
- Teraz wiesz co zrobiłem.
- Tak wiem. - odparłam obracając się w jego stronę. Szybko posłałam mu uśmiech i zanurkowałam. Szybko podcięłam nogi chłopakowi. To był rewanż.

( Mal ? )

Od Wiktorii do Michaela (C.D)

Przytaknęłam i się uśmiechnęłam.
- Powiedzmy, że Ci wierzę. Chociaż mam nadal pewne obawy.
- Zupełnie niepotrzebnie. - odparł.
- Mhym. - w moim głosie, nadal słychać było niepewność. - Może udasz się ze mną na obiad, niedaleko jest pewien bar. - zaproponowałam.
- W porządku. Kiedy już załatwiłem, co miałem mogę z Tobą pójść. - uśmiechnął się.
Co prawda nie miał żadnych odznak, certyfikatów, ani nie był też ekskluzywny .. Za, to dania były tam wyśmienite.. W szczególności gofry, nie było równie dobrych w całym mieście ... Największą sławę zdobyły z bitą śmietaną .. ja również je uwielbiałam, zawsze po pracy udałam się na taki wyśmienity posiłek. Udałam się do toalety, zostawiając talerz z jedzeniem. Wróciwszy, powróciłam do dalszego degustowania się jadłem. Smakowało mi równie dobrze, jak poprzednio .. Chociaż, gdy tylko zjadłam poczułam nudności. Pędem udałam się do łazienki.. zdążyłam akurat.
- Wszystko w porządku? - spytał Mike.
- Nie wiem, jakoś dziwnie się czuję. - powiedziałam, mdlejąc.

~~Mike?~~

Od Alana do Julii (C.D)

Ksaw był nie do zniesienia, marudził, że jutro nie chce siedzieć w domu, że chce iść na basen. Nie byłem pewien, jutro miałem masę rzeczy do załatwienia, ale zgodziłem się. Usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy konsolę. Graliśmy w wyścigi samochodowe, a później Ksawery przyniósł swoją strzelankę. Zaczęliśmy grać i muszę przyznać, była bardzo fajna.
- Rozwalę cię! - krzyknął Ksawery, śmiejąc się.
- Marzenia. - powiedziałem nie odrywając wzroku gry.
Nagle do mieszkania weszła Julia, zatrzymaliśmy grę. Podszedłem do Julii i ją pocałowałem na powitanie.
- Grasz z nami? - spytałem biorąc do ręki trzeci dżojstik.

~~Julia?~~

Od Julii do Alana (C.D)

...
- Całkiem nieźle. - odparłam. - A, która godzina? - spytałam, zmieniając temat.
- Yy.. około dwudziestej. - spojrzał na zegarek.
- Cholera. Mam dyżur, jak się spóźnię będę miała przechlapane. - powiedziałam, po czym pocałowałam i pobiegłam do szpitala. Daleko nie miałam, kilka przecznic. Kiedy już się znalazłam na miejscu, udałam się na izbę, gdyż przywieźli jakiegoś chłopaka, który porządnie się upił. Zleciłam mu podstawowe badania. Poczułam wibracje.. Zadzwonił mi telefon.
- Słucham?
- Pani doktor. - usłyszałam głos pielęgniarki. - Jest pani pilnie potrzebna na OIOM-ie.
-Dobrze, będę za jakieś pięć minut.
Odział Intensywnej Opieki Medycznej znajdował się w innym sektorze szpitala. Doszedłszy na miejsce, podszedł do mnie anastezjolog. Przedstawił mi sytuację pacjentki ... Zbadałam i podałam odpowiednie leki. Podbiegł do mnie ginekolog. Mimo, iż miałam pracy po uszy.. kochałam to zajęcie.
- Mogłabyś zbadać moją pacjentkę. Potrzebna jest konsultacja chirurgiczna.
- Pewnie! - uśmiechnęłam się i poszłam za lekarką na oddział ginekologii.
Kobieta była po porodzie. Podczas ciąży miała problem z hemoroidami. Powstał obrzęk i była konieczna operacja. Udałam się na blok i umyłam przed operacją. Po batalii mogłam wracać do domu. O niczym innym nie marzyłam. Pojechałam taksówką do domu, gdzie czekał na mnie Alan z Ksawerym.

~~Alan?~~

Od Mala Cd Mirandy

- Hej – mówię rzucając patyk psu
- Kiedy wstałeś?
- Niedawno, twój pies nie dawał mi spokoju a nie chciałem by cie obudził – śmieję się – Chyba się nie wyspałaś, co ?
-Nie jest tak źle.
- To dobrze bo chciałbym to jeszcze kiedyś powtórzyć – chwytam jej twarz w dłonie i delikatnie całuję. Biorę ją na ręce a ona obwija się wokół moich bioder – Co powiesz na ostatnią kąpiel i do domu?
??? :c

Od Michaela C.D Wiktorii

Damen spojrzał na mnie niezadowolony.
- Tutaj tez mnie znalazłeś? - westchnął.
Wzruszyłem ramionami.
- Nie ukrywasz się tak strasznie, bym nie mógł Cię znaleźć, a musimy pogadać - westchnąłem.
Zacząłem wypytywać go o różne szczegóły potrzebne do śledztwa i gdy już pozwoliłem mu iść, czym prędzej oddalił się ode mnie.
Poszedłem, by znaleźć Wiktorię i podziękować jej, a ta przyjrzała mi się uważnie.
- Załatwiłeś już wszystko? - zapytała.
Pokiwałem głową.
- Dzięki - uśmiechnąłem się.
- Powiesz mi, o co chodziło? - zapytała.
Zmarszczyłem brwi.
- Niestety, nie mogę. Ale nie musisz się bać, on nie jest o nic oskarżony. Po prostu potrzebuję od niego informacji, a unika mnie przez to, że mnie nie lubi - zaśmiałem się. - Taki los dociekliwego gliny.

(Wiki?)

Od Szymona do Nathalie (C.D)

Przez chwilę rozmawialiśmy, a po jakimś czasie wyszliśmy z domu, wsiedliśmy w mój samochód i ruszyliśmy na tor.
Będąc na miejscu, poszedłem się przebrać, po jakimś czasie wyszedłem z szatni w stroju i kaskiem w ręku.
Ruszyliśmy w stronę toru, wziąłem od mechaników motor i ruszyłem na tor a Nath została przy ogrodzeniu i się przyglądała. Jak to ja, chciałem się trochę popisać, będąc w powietrzu zrobiłem mój popisowy numer.

~~Nathalie?~~

Od Alana do Julii (C.D)

Szczerze mówiąc to sam nie wiedziałem co zamówić, było wiele ciekawych dań, o większości nie słyszałem.
- Sam nie wiem co wziąć. - lekko się uśmiechnąłem. Nagle podeszła do nas kelnerka.
- Poproszę kurczaka w miodzie z sezamem. - powiedziała odkładając menu.
- A ja frytki i nuggetsy. - poprosiłem.
Kelnerka kiwnęła głową, zabrała karty i odeszła. Rozmawialiśmy z Julią a po około 10 minutach przynieśli nasze zamówienie. Moja lewa ręka nie była jeszcze w pełni sprawna, ale na szczęście byłem praworęczny. Zaczęliśmy jeść, wszystko było po prostu pyszne. Po skończonym posiłku wyszliśmy z restauracji, złapałem Julię za rękę i ruszyliśmy w stronę domu.
- Jak się czujesz? - spytałem z troską.

~~Julia?~~

Od Wiktorii do Michaela (C.D)

- Hm.. - zastanowiłam się chwilę. - Nie wiem. - oznajmiłam. - Ale jeśli zechcesz mogę go poszukać.
-  Byłbym wdzięczny. Sam bym go poszukał, ale nie chcę być rozpoznany.
- Mam nadzieję, że w zamian opowiesz mi czemu. - powiedziałam, odchodząc.
Na początku sprawdziłam wszystkie plany, gdzie aktualnie mogłyby być nagrywane sceny. Później zajrzałam na zaplecze i do garderoby. Mając ochotę wyjść z pomieszczenia, usłyszałam jakiś szmer. Zaintrygowało mnie, to na tyle, iż zagłębiłam się pomiędzy wieszaki. Faktycznie. Znalazłam tam jakiegoś mężczyznę, najwyraźniej aktora. Przyglądając się mu bliżej .. uznałam, że to musi być Damen Larsen. Poprosiłam, aby poszedł ze mną. Bez większych oporów, podążył za mną. Zaprowadziłam go do Michaela. Widać, że znali się już sporo lat i z łatwością rozpoznali swoje twarze. Nie będę im przeszkadzać, zresztą i tak jestem już spóźniona...

~~Michael? ~~

Od Julii do Alana (C.D)

Wreszcie było tak jak dawniej.. Od paru dni o tym marzyłam, aby wreszcie móc żyć, jak kiedyś.. Gdy Alan był w szpitalu, nie mogłam spać, nie mogłam jeść.. ciągle o nim myślałam.
- Mógłbyś dbać tak o mnie częściej, znacznie częściej. - powiedziałam pieszczotliwie. - A, co do propozycji.. Bardzo chętnie, tylko co z Ksawerym?
- Dobre pytanie. - westchnął. -To duży chłopak, zostanie sam. - powiedział całując mnie.  - Szykuj się, zaraz wychodzimy.
- Okey. - uśmiechnęłam się i skierowałam do łazienki.
Typowa ze mnie kobieta.. Nigdy nie wiem, w co się ubrać. Stałam przed szafą i przymierzałam ubrania. Na tę okazję, najbardziej do gustu przypadł mi owy komplet. Chociaż nie wypadało go ubrać do ekskluzywnej knajpy. Byłam gotowa do wyjścia. Oparłam się o futrynę i czekałam na Alana (...) Wchodząc do restauracji zwróciłam uwagę na estetykę i panujący w lokalu porządek. Ostatnio stałam się perfekcjonistką.. Zawsze jest czas, aby stać się lepszą. Alan zachował się jak dżentelmen. Grzecznościowo odsunął krzesło. Menu było długie i obszerne. Większości nazw nie znałam, czy też nie wiedziałam, co oznaczały. Długo nie mogłam się zdecydować.
- A, może Ty mi podpowiesz? - uśmiechnęłam się o chłopaka.

~~Alan? Obiecałam i jest.~~

Od Michaela C.D Wiktorii

Uśmiechnąłem się szeroko.
- Cześć. Dostałbym się na pewno, ale nie chcę, by ktoś mnie tu rozpoznał - zaśmiałem się, zdejmując ciemne okulary. - Nie będę wszem i wobec machał odznaką.
Wiki uniosła brwi.
- Gliny? Mamy kłopoty?
Pokręciłem głową.
- Musze tylko porozmawiać z jednym z Waszych aktorów, nic poważnego - zapewniłem ją. - A nie mogę go złapać, bo ciągle mi umyka. Damen Larsen. Jest już?

(Wiki?)

niedziela, 22 lutego 2015

Od Juliette do Thomasa (C.D)

Po powrocie do domu, od razu poszłam pod prysznic, umyłam zęby, ubrałam piżamy, po czym nakarmiłam zwierzaki. Gdy usiadłam na kanapę i wzięłam na kolana Favima, dostałam sms. Po przeczytaniu, uśmiechnęłam się lekko i odpisałam.
"Dobranoc"
Po oglądnięciu jakiegoś serialu poszłam spać.
* Kilka dni później *
Obudziłam się nadzwyczaj wcześnie, nie mogłam spać. Spojrzałam na zegarek, dochodziła siódma rano. Wstałam, wzięłam z szafy koc i poszłam na kanapę do salonu. Położyłam się, przykryłam kocem po czym włączyłam telewizor. Jakoś udało mi się usnąć, wstałam 20 po ósmej. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, ubrałam się, uczesałam i umyłam zęby po czym zjadłam śniadanie i nakarmiłam psy oraz kota. Wyszłam z domu, wsiadłam w samochód i pojechałam do schroniska. Nakarmiłam moją część psów, wzięłam smycze po czym wzięłam Zeusa, owczarka niemieckiego i Jokera, dalmatyńczyka.
Poszliśmy do parku, będąc na wybiegu dla psów, spuściłam moich podopiecznych ze smycz po czym pobiegły bawić się z innymi psami. Ja usiadłam sobie na ławce i ich pilnowałam. Po jakimś czasie przyleciał do mnie Zeus i zaczął szczekać i merdać ogonem.
- No co, nie podobają się koledzy? - spytałam a pies zaczął się o mnie ocierać. - Dzisiaj przyjadą ludzie, którzy chcą cię zaadoptować, więc zachowuj się przyzwoicie, dobrze? - spytałam głaszcząc go. Zeszłam z ławki i usiadłam na trawie. Zaczęłam dawać psu polecenia, typu siad, daj łapę a on bez problemu je wykonywał. Zeus to mądry pies, od początku było wiadomo że łatwo znajdzie dom. Nagle usłyszałam znajomy głos zza pleców, był to Thomas.
- Cześć. - powiedział i podszedł do nas. 
Wstałam a Zeus odbiegł do innych psów.
- Hej. - uśmiechnęłam się. - Jak ci mija weekend? - spytałam.

~~Thomas?~~

Od Thomasa do Juliette [C.D]

-Jutro muszę odpracować dzisiejszy dzień.
-W takim razie do usłyszenia.
-Nie zostawisz mi nawet numeru? -zapytałem z uśmiechem.
-Masz długopis?
Wyciągnąłem jeden z tylnej kieszeni i podałem dziewczynie po czym odsłoniłem przedramię.
-Oszczędzamy papier.
Zapisała swój numer i oddała mi długopis.
-W takim razie do usłyszenia.
-Do usłyszenia - pożegnałem się i wsiadłem do samochodu. Pojechałem prosto do mieszkania. Otworzyłem drzwi i skierowałem się do łazienki. Wziąłem długą kąpiel po dniu spędzonym ze zwierzętami i położyłem się spać. Przed zaśnięciem wysłałem tylko wiadomość do Juliette.
"Dobranoc ~Anonimowy stalker "
Kilka minut później otrzymałem wiadomość zwrotną.

Juliette?

Od Juliette do Thomasa (C.D)

Gdy zobaczyłam postać w czerwonym płaszczu, myślałam że to czerwony kapturek. Boshe, jaki dziś jest dziwny dzień, pierw pirat, teraz śnieżynka? A może to tylko halucynacje? Ruszyliśmy za kobietą i jej koniem. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się na szosie.
- Dalej kilka naście metrów prosto. - powiedziała i zniknęła, nawet nie zdążyliśmy jej podziękować.
Ruszyliśmy przed siebie, Elodrado szedł z nisko opuszczoną głową a Norbi rozglądał się z zaciekawieniem.
- Gdzieś ty się szlajał brudasie? - spytałam klepiąc go po szyi, koń parsknął.
- Śnieżynka, pirat, ciekawe co jeszcze... - powiedział patrząc się przed siebie.
- Teraz trzy dobermany, które zaczną na nas skakać i obwąchiwać. - zaśmiałam się, chłopak uśmiechnął się.
Dojechaliśmy do stajni, przed wejściem zeszliśmy z koni i weszliśmy do środka. Było tam cieplutko, unosił się zapach świeżej słomy. Wprowadziliśmy wierzchowce do ich boksów i zaczęliśmy czyścić, nie wiem jak Thomas, ale ja musiałam użyć wody żeby zmyć zaschnięte błoto z Eldorado. Po jakimś czasie, skończyliśmy, przybiegły do nas moje 3 psy, tak samo jak konie były całe umorusane i zmęczone. Zaczęły na mnie skakać i oblizywać a też obwąchiwać, musieliśmy je trochę umyć żeby nie pobrudziły samochodu. Wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy pod schronisko, ponieważ tam stał samochód Thomasa. Chłopak wysiadł, ja również.
- Dzięki za miły dzień. - powiedziałam opierając się o maskę.
- To ja dziękuję. - uśmiechnął się.
- Jutro powtórka wydarzeń? - spytałam odwzajemniając uśmiech.

~~Thomas?~~ Śnieżynka xD

Od Thomasa do Juliette [C.D]

-Brakuje jeszcze księcia na białym koniu i będziemy w świecie baśni -prychnąłem gdy nagle z lasu wyszła pewna postać. Była to dziewczyna z czerwonym płaszczem i długimi czarnymi włosami. Niestety kaptur zasłaniał jej twarz. Za sobą prowadziła dwa białe konie. Dopiero po chwili rozpoznałem że to są nasze ogiery.
-To wasze? -spytała nieznajoma.
-Tak -odpowiedziała Juliette i podbiegła do swojego ogiera. -Dziękujemy za pomoc.
-Wybacz że pytam ale kim jesteś?
Nieznajoma zdjęła kaptur i lekko się uśmiechnęła.
-Jestem Śnieżynka.
-Śnieżynka?
-Śmieszy cie moje imię?
-Tak -odpowiedziałem lecz Juliette trąciła mnie łokciem.
-W takim razie nie potrzebujecie mojej pomocy.
-Wręcz przeciwnie -odpowiedziała Juliette.
-Wsiadajcie na konie.
-A ty?
Dziewczyna zagwizdała i nagle przy niej zjawił się czarny koń.
-To Zjawa. Chcesz powiedzieć jakiś negatywny komentarz dotyczący również jej imienia czy możemy ruszać?
-Ruszajmy -odpowiedziałem.

Juliette? (przepraszam ale jestem po Once upon a time i nie mogłem się powstrzymać)

Od Juliette do Thomasa (C.D)

- No powinna. - westchnęłam. Ruszyliśmy wzdłuż ścieżki, po kilku, lub kilkunastu minutach zobaczyliśmy jakieś światło, a po chwili dotarliśmy do jakiejś starej, drewnianej chatki. - Przypadek? - spytałem lekko się uśmiechając.
Chłopak odwzajemnił uśmiech po czym zapukał, masywne, drewniane drzwi otworzyły się a w nich, stał starszy facet, miał na prawym oku przepaskę, na głowie chustę piracką. Odwróciłam wzrok, żeby się nie roześmiać.
- Mógł by pan nam pomóc? - spytał.
- Czego? - spytał po czym zaczął kaszleć.
- Mógł by nam pan powiedzieć, jak się dostać na szosę, lub do stadniny? - spytał.
Facet zniknął w chatce a po chwili wrócił ze starą strzelbą.
- Wypad bo was wszystkich powybijam! - wrzasnął i strzelił w niebo, po czym celował w nas.
Razem z Thomasem rzuciliśmy się do ucieczki, przez chwilę facet nas gonił, ale zgubiliśmy go w lesie.
- Nie był zbyt pomocny. - zaśmiałam się.
- No nie. Skoro chciał do nas strzelać, to chyba nie miał dobrych zamiarów.
- Przypominał mi pirata z opowieści brata, tylko że haka i drewnianej nogi mu brakowało. - uśmiechnęłam się.

~~Thomas?~~

Od Thomasa do Juliette [C.D]

Poszedłem bliżej do dziewczyny.
-Już nie żyje -powiedziałem cicho -Nie możemy mu pomóc.
Wtedy dziewczyna wstała a ja mocno ją przytuliłem. Płakała. Naprawdę zależało jej by pomóc niewinnemu zwierzęciu.
-Już dobrze. Musimy iść.
Dziewczyna rękawem otarła łzy i spróbowała się lekko uśmiechnąć. W wyniku czego po jej policzku spłynęła kolejna łza.
-Chciałam mu pomóc.
-Wiem ale było już za późno.
-Jak wrócimy? Jest strasznie ciemno. Nic nie widać.
-Znasz historię o Jasiu i Małgosi?
-Rozrzucałeś chleb jadąc na koniu?
-Nie chodzi mi o to - uśmiechnąłem się - Byli sami w lesie i mimo to znaleźli drogę do domu.
-Do domu czarownicy, która chciała ich zjeść.
-Mogę ci zagwarantować że nas nie zje.
-Ale jeśli ją spotkamy to ciebie zje pierwszego.
-Zgoda.
Wtedy Juliette lekko się rozpogodziła. Dzięki naszej małej historyjce na chwilę zapomniała o zranionym zwierzęciu. Ruszyliśmy przed siebie w głąb lasu. Po drodze znaleźliśmy ścieżkę.
-Musi chyba dokądś prowadzić, prawda?

Juliette?

Od Thomasa do Layli [C.D]

Poszliśmy wspólnie do kuchni. Ja myłem naczynia po czym podawałem je Layli by wstawiała je na określone miejsce na półce. Miała tam niezły porządek.
-Wiem że jutro musimy iść do pracy ale mam nadzieję że znajdziesz dla mnie czas.
-To zależy -uśmiechnęła się.
-Tak? A od czego?
-Jak bardzo ci na tym zależy?
-Bardzo -uśmiechnąłem się.
Spojrzałem na zegarek. Było już dosyć późno choć wydawało mi się że dopiero co weszliśmy.
-Miałabyś może ochotę na spacer? -zapytałem.
-Daj mi chwilę to się przebiorę -wychodząc złożyła mi szybki pocałunek na policzku.
Założyłem kurtkę i przez kilka minut czekałem na Laylę. Wyglądała niesamowicie choć nie było widać że włożyła w to dużo trudu. Nie musiała się starać by pięknie wyglądać .
-Gotowa milejdi?
-Oczywiście -uśmiechnęła się i wyszliśmy na zewnątrz. Wzięliśmy jeszcze jej psa gdyż nie chcieliśmy by czuł się osamotniony.
Wziąłem dziewczynę za rękę.
-Chyba widzę spadającą Gwiazdę -wskazała palcem na niebo.
-To samolot.
-Nieprawda. Przyjrzyj się.
Miała racje. To była spadająca gwiazda.
-W takim razie pomyśl życzenie.
-Nie mów mi ze w to wierzysz.
-Czy nie potrzeba nam trochę wiary? Ja bym nie uwierzył ze w barze poznam dziewczynę taką jak ty.
-Ale z ciebie flirciarz -zaśmiała się.
-Ja? Absolutnie -powiedziałem z lekkim sarkazmem po czym dodałem -Jakie masz życzenie? Możesz mi powiedzieć to nie świeczka na torcie.

Layla?