- Ach, rysować.... - odparłem skwaszony.
- No co? - zaśmiała się Lydia.
- Od razu przypomina mi się liceum i nauczycielka plastyki. "Lewis, ty masz talent, zamiast marnować się na durne języki, stań się artystą" - mówiłem to imitując piskliwy głos nauczycielki.
- I co jej powiedziałeś?
- "Eeee, ta jasne, a w wolnych chwilach będę udawał baletnicę.". A ona: "Oj Lewis, cudowny pomysł." Nikt nie mógł wytrzymać ze śmiechu.
- A nauczycielka nic nie rozumiała?
- Z baranim wyrazem twarzy rozglądała się Dziaciaków? - zdziwiła się Lydia.
- ków.
- Dzieciaków? - zdziwiła się Lydia.
- Tak, dzieciaków wyższych o niej... No cóż, sięgała mi do ramion, a najwyższy nigdy nie byłem.
- Ale przystojny i skromny zawsze.
- Oczywiście - uśmiechnąłem się.
(Lydia? Przepraszam, że musiała tyle czekać...)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz