-Pójdę z tobą - oświadczył z dumą mój mały siostrzeniec, niezbyt elegancko nagarniając płatki czekoladowe na łyżkę. Jadł je już od niemal pół godziny, przez co zdążyły nieźle zmięknąć od mleka.
-Nie, Kou - zaprzeczyłam - Zostaniesz z kimś, tylko daj mi chwilę.
Nagłe spotkanie w sprawie sesji zdjęciowej sobotnim popołudniem to nie jest dobry pomysł, gdy ma się to czteroletnie utrapienie na głowie. Miałam wolne od pracy w kawiarni, myślałam, że trochę odpocznę, ale jak zwykle sprawy muszą się skomplikować. Jak na złość opiekunka malucha się rozchorowała, a wszyscy znajomi mają już jakieś plany.
Ostatni numer na liście kontaktów, ostatnia deska ratunku i...
-Wybrany abonent jest poza zasięgiem lub ma wyłączony telefon. Pro...
Rozłączyłam się i rzuciłam telefonem o blat stołu.
-Pójdę z tobą - powtórzył, machając nogami wesoło.
-Pójdziesz. Tylko nie myśl sobie za wiele - pogroziłam palcem - Wcinaj te płatki, mamy mało czasu.
Pędem pognałam do swojej sypialni, wyciągając z szafy szarą, luźną koszulkę i czarną, kloszowaną spódniczkę. Założyłam buty, w biegu porwałam chłopca z kuchni i popędziłam w stronę przystanku autobusowego.
-Trzymaj mnie mocno i bądź cicho - poleciłam czterolatkowi. Pokiwał głową energicznie i ścisnął mocniej moją dłoń, więc miałam nadzieję że zrozumiał.
Westchnęłam cicho, wypuszczając z ust powietrze, po czym zapukałam do dobrze znanych mi drzwi gabinetu pani menadżer. Otworzyła mi jak zwykle z uśmiechem, elegancko ubrana, ładna kobieta po trzydziestce.
-Dzień dobry - przywitałam się, po czym prędko spojrzałam na Kou, który obserwował kobietę wielkimi, czarnymi oczyma - Przepraszam za niego, ale nie miałam go z kim zostawić. To siostrzeniec.
-Nic nie szkodzi - uśmiechnęła się, przepuszczając nas w drzwiach. Ze zdziwieniem dostrzegłam jeszcze jedną postać w gabinecie - Aika, jak wiesz jesteś tu w sprawie nowego kontraktu. To pan Mikel Nevord. Zaprosiłam was oboje, bo prawdopodobnie będziecie pracować razem.
Mikel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz